1.2 Clinamen szkatułkowy

[Zagłada domu Usherów – Na wzgórzu róż (1918)]

By dowiedzieć się na jakiej podstawie Grabiński przystępuje do formowania reakcji, musimy zapoznać się ze skłaniającą do szeregu interpretacji nowelą Poe Zagłada domu Usherów.[1]  Spośród wielu sygnałów, powinniśmy wybrać te, które mogłyby najłatwiej wywołać sprzeciw młodego efeba w jego późniejszym dziele i doprowadzić do stworzenia reakcji upozorowanej. A także tych, które stanowią oś wspólną i dają nam możność porównania pary utworów.

Najpierw kilka informacji wprowadzających. Poe, wybierając miano starodawnego rodu, posłużył się nazwiskiem irlandzkiego biskupa kalwińskiego, Jamesa Usshera (1581-1656). [2] Profesor Trinity Collage w Dublinie wydał w 1650-54 Annales Veteris et Novi Testamenti, powszechnie znaną jako Chronologia Usshera, gdzie próbuje on przedstawić dowody i wskazać rok stworzenia świata (4004 p.n.e.) oraz datuje poszczególne wydarzenia opisane w Starym Testamencie. Praca zawiera również opis drzew genealogicznych rodów księgi starego przymierza. Gdy Poe w opowiadaniu opisuje ród Usherów jako prastary szczep, mogący pochwalić się tylko kilkoma nieregularnościami odgałęzień w obrębie głównego pnia, zamieszkujący od wieków ten sam kawałek ziemi, to samo domostwo, wtedy wybór nazwiska Usher wydaje się w świetle przytoczonych faktów, jak najbardziej trafny. W sytuacji, gdy Roderyk jest ostatnim potomkiem rodu, zgrabnie współgra z fabułą noweli również angielskie znaczenie słowa usher – odźwierny (ten kto zamyka drzwi).

Mabbott dodaje, że wpływ na wybór nazwiska rodowego mogło mieć wydarzenie z dzieciństwa pisarza. Miał je przejąć ze wspomnienia o śmierci znajomych swoich rodziców, również pary aktorów. Osierocili oni wcześnie dwójkę rodzeństwa: James Campbel Usher, Agnes Pye Usher. Podobno charakteryzowali się osobowością neurotyczną.

Interesujący dla nas jest sposób zawiązania akcji w opowiadaniu. Przyczyną spotkania była prośba  jednego z protagonistów, nękanego przez chorobę i stany depresyjne, Roderyka Ushera. Bohaterowie widzą się po raz pierwszy od dłuższego czasu, przywołują wspomnienia z dzieciństwa, które natychmiast kontrowane są przez zastaną rzeczywistość. Przyjaciele przepędzają całe dnie na uprawianiu sztuki czy też rozmowie o niej. Prowadzą dyskusje na temat literatury, rysunku, filozofii, czytają poezję. W noweli bardzo ważną funkcję pełni scena wspólnego czytania opowiadania Mad Trist Sir Launcelota Canninga. Ma to miejsce porą wieczorną w scenerii posiadającej wszystkie atrybuty krajobrazu powieści gotyckiej. Za murami zamku noc „burzliwa, lecz groźnie piękna”, chmury przelatywały nisko z wielką chyżością, co nadawało im podobieństwo żywych istot. Lady Madeleine już od tygodnia spoczywała zamknięta w trumnie,  gdzieś w zamkowych podziemiach.

Historia zawarta w książce Sir Launcelota Canninga, posiada wiele walorów komicznych. Czytana w atmosferze grozy, sprawia wrażenie, jakby była specjalnie na jej potrzebę stworzona. W utworze zostaje przywołana scena, gdzie główny bohater, Erthelred, chłop mocny, silniejszy jeszcze, bo winem pokrzepiony, motywowany przez zacinający deszcz, dobija się do chatki pustelnika. Wyciąga swoją broń, pałkę, szybkimi i mocnymi uderzeniami okłada drzwi, co powoduje hałas rozchodzący się po całym lesie. W tym samym czasie w zamku, w przerwie między jednym akapitem a drugim, dało się słyszeć „poszum wzmagającej się burzy” oraz, co zastanowiło lektora, dźwięk zupełnie podobny, do łomotu, przed momentem opisanego, wydobywający się z jakby bardzo odległego zakątka.

Przerażenie ogarnęło najeźdźcę, gdy po przekroczeniu resztek rozgruchotanych drzwi ukazał mu się smok stojący na wykładanej srebrem podłodze, strzegący złotego zamku. Zaś na ścianie wisiała miedziana tarcza, pokryta następującą inskrypcją: „Kto wejdzie tutaj, ten zwycięzcą będzie, smoka zabije i pawęż zdobędzie.” Co Ethelred przeczytawszy, chwycił swoją maczugę, dźgnął w głowę smoka. Ten padł przed nim i wydał swe ostatnie jadowite tchnienie z jękiem tak okropnym, że wojownik musiał sobie uszy rękami zatkać.

W tym momencie Roderyka i jego towarzysza doleciał: „jakiś słaby, i widocznie daleki, lecz szorstki, przeciągły i niewymownego pełen pojęku zgrzyt.” Swoją siłą i grozą przypominał dokładne odwzorowanie ryku umierającego smoka. Narrator po krótkiej chwili zastanowienia, podjął na powrót urwany wątek powieści.

Ethelred usunął ciało smoka, i postąpił naprzód by odebrać nagrodę. Tarcza, nie czekając na zwycięzcę sama spadła ze ściany na srebrną posadzkę, czyniąc tym niewyobrażalny hałas. Tymczasem w zamku dało się słyszeć: „odgłos jakiś suchy, dźwięczny i metaliczny, acz widocznie przytłumiony.”

Przez cały czas trwania opowieści Roderyk był pogrążony w stanie katatonicznym. Coś szeptał, kołysał się to wprzód, to w tył. Zapytany wyjawił pełnym głosem straszną prawdę: „Myśmy ją żywcem pochowali w grobie.” Kiedy Ethelred rozbił w drzazgi drzwi pustelni, gdy smok wydał przerażające ostatnie tchnienie, a tarcza zaczęła obijać się od srebrnej podłogi, lady Madeleine zmagała się z wiekiem trumny, poruszyła żelazne wrzeciądze więzienne i błąkała się w rozpaczy po podziemiach.

Lady Madeleine Usher rzeczywiście pojawia się w drzwiach: „Krew zbroczyła białe jej szaty, a na wynędzniałym jej ciele widniały wszędzie ślady przebolesnych wysiłków.” Weszła w chwili, gdy jej brat przerażony swym czynem, oczekując na karę, błąkał się po pokoju. Dziewczyna utraciwszy życie w ostatnich podrygach swego ciała opadła na Roderyka, który zmarł przejęty trwogą zdarzenia.

Szukaliśmy odejścia? Oto i ono, już na początku dość radykalnie sformowana reakcja Grabińskiego: „Paliliśmy powoli, zaciągając się z maestrią, jak znawcy. Znakomite miał hawana Ryszard Norski. Przymknąłem senne nieco poobiednią porą oczy i z rozkoszą rzuciłem się wstecz w ramiona bujaka. Dobrze mi tu było i wygodnie. Siedzieliśmy na marmurowym tarasie willi wysoko wzniesionej nad brzegiem morza. Stąd widziałem je jak na dłoni. Lśniący jak lustro, zdobny mozaiką taras, na którym stały nasze stoliki z czarną kawą, był na jednym poziomie z murem okalającym willę. Morze drzemało…” (G1 52). Akcja utworu przeniesiona zostaje z mgieł i bagien angielskich na południe Włoch. Zamiast bezdennej czarnej czeluści stawu maluje się przed nami czarowna panorama szmaragdu morza, upstrzonego flotyllą barek, piórolekkich łodzi powiewających „koszenilową banderą”. W miejsce pory wieczornej czy nocnej, błogi czas siesty.

W willi nad morzem mamy do czynienia również z parą znajomych (nawet kuzynów) z lat szkolnych, którzy „odnowili stosunki jako mężczyźni dojrzali.” Spotkali się po 15 latach, kiedy Ryszard Norski był już wdowcem. Narratora: „…łączyło z nim zamiłowanie do piękna i wytwornego trybu życia, przynęcało wcale wysokie pojęcie o jego inteligencji i poziomie umysłowym” (G1 54). Lecz już na początku pojawia się przebłysk tajemnicy powoli przedzierzgającej się przez płótno włoskiego mistrza: „Być może kazało mi zawitać w jego progi jeszcze i coś innego, czego określić nie umiem, jakaś siła przyciągająca nieświadomie z dali, szczególny przypadek, nie wiem…” (G1 54).

Na akcję utworu składają się takie wydarzenia, jak przejażdżki po morzu, wspólne posiłki, spacery po plaży, dyskusje na tarasie, czytanie poezji, rozmowy w bibliotece, błądzenie między ogrodowymi klombami.

Ryszard Norski, właściciel willi, był człowiekiem o wielkiej ambicji, szczególnie pisarskiej. Już w czasach szkolnych dawał tego dowody. Jego żona, Róża z Wrockich, uważana była za jedną z najpiękniejszych kobiet w kraju. Była przedmiotem pragnień wielu i powodem kilku gorących afer. Odumarła Ryszarda pozostawiając mu w spadku syna Adasia i ogromny majątek.

Tajemnica, która łączy wszystkie wątki, daje o sobie znać powtórnie w scenie, kiedy gospodarz czyta na życzenie gościa swoje poezje. Wrażenia z odbioru lektury są jednoznaczne: „Poematy Ryszarda wyglądały jakby ciąg dalszy, konsekwentne rozwinięcie motywów dawniej mi gdzieś znanych. Nie było to to samo, lecz jakby stylowe przedłużenie. Tak, należałoby się spodziewać tworzyć będzie ktoś, którego dawniej gdzieś czytałem.” (G1 56). Z naszego punktu widzenia, mamy tu do czynienia z czymś niezwykłym. Opowiadanie, któremu przyglądamy się na okoliczność stwierdzenia prawdziwości istnienia między nim a nowelą Poe Zagłada domu Usherów istnienia relacji clinamen, samo w swojej treści zawiera parafrazę definicji Blooma. Pierwsze rewizyjne ratio, mówi o korekcie w wierszu prekursora. Dostrzega moment, kiedy wiersz powinien był się odchylić i podążyć w kierunku wyznaczonym przez nowy (napisany przez efeba) wiersz poety. Zaryzykujemy stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z clinamenem jawnym, lub szkatułkowym.

Teksty Stanisława Prandoty (znajomego obu panów), który był silnym poetą dla Norskiego, stawiały go sytuacji zagrożenia (podobnie jak ma się stosunek twórczości Poe do Grabińskiego). Co więcej, możemy zauważyć, że uczucie niepewności zostało przeniesione na grunt prywatny. Prandota nigdy nie zdradził adresatki swoich sonetów miłosnych. Jako dodatkową informację, narrator podaje, iż: „chodziły wersje o serdecznym stosunku, który miał łączyć przed małżeństwem [Różę] z pewnym poetą, podobno nawet przyjacielem Norskiego.” W dodatku dostajemy charakteryzujący przypis: „Mówią, że była kobietą ekscentryczną i rządziły nią chwile. Została żoną Ryszarda” (G1 54).

Na każdą wzmiankę o Prandocie, Ryszard posępniał i przekierowywał tok rozmowy na inny tor. Od czasu odkrycia tożsamości poety, do którego Norski czyni clinamen, nie poruszali tematów z pola literatury. Ich rozmowy stały się płytkie i banalne. Narrator spędzał coraz więcej czasu w bogatej bibliotece gospodarza, gdzie wśród dość dobrej reprezentacji pozycji poetów współczesnych, nie mógł się doszukać tomików Prandoty.

Po przedstawieniu relacji panujących w utworze, przychodzi czas na stopniowe odkrywanie prawdy. Grabiński użył do tego specjalnie przygotowanego narzędzia, które nosi pozory naukowo zdefiniowanego zjawiska, jest nim ksenonimia – nieświadome idealne przejęcie mimiki innej osoby pod wpływem zapatrzenia się w nią lub impulsu telepatycznego, pochodzącego od osoby trzeciej (G1 61).[3] „…ów ktoś wypełnia niemal zupełnie jego widnokrąg myślowy, wżerając się niepodzielnie w jego duchową dziedzinę” (G1 62).

Poe w Zagładzie domu Usherów wstawia tam przez siebie napisaną historię Mad Trist, by zgrać efekty dźwiękowe i stopniowo ujawniać drogę lady Madeleine przez podziemia. Grabiński nie podaje utworu lirycznego, lecz przedstawia scenę czytania, podczas której wprowadzony jest duch, unoszący się nad postaciami już do końca opowiadania. Tak jak Roderyk nie wspomina o lady Madeleine (P1 139), tak Norski nie mówi ani słowa o Prandocie. Lecz w obu przypadkach mamy świadomość, że te postacie dalej istnieją i wciąż wpływają na rozwój wydarzeń przedstawionych w utworze.

Norski blednie i starzeje się o kilkanaście lat (G1 66), gdy zauważa, że jego kolega staje się jak gdyby kopią mimiki Prandoty. Traci dech podczas pożegnalnej kolacji, ostatniego dnia pobytu przyjaciela, kiedy pojawiają się na stole minogi, danie o które w kuchni samowolnie poprosił przyjaciel Norskiego. Blednie jeszcze bardziej, gdy w czasie posiłku, kuzyn ma sensację, iż ryba jest zatruta. Przeczucie nie jest poparte żadnymi dowodami, i mija tak szybko, jak się nasunęło. Lecz co jest powodem ksenonimi, dziwnego zachowania się Ryszarda? Kim był Prandota i co się z nim stało?

Jak już wspomnieliśmy, był to młody liryk, uznany w stolicy, konkurent do ręki Róży, zmarłej żony Ryszarda. Przed miesiącem bieżącej akcji utworu, „…miał zatonąć podczas burzy na „Jaskółce”, parowcu, którym odbywał podróż ku brzegom Południowej Ameryki. W liście pasażerów, pozostawionej przez kapitana statku w porcie, umieszczono na czele jego nazwisko. Wprawdzie, jak donosiły później dzienniki, parę osób nie zgłosiło się w porę na pokład odjeżdżającej „Jaskółki”, lecz nazwisk nie podano. W każdym razie odtąd nikt nigdzie Prandoty nie widział. Bardzo tedy prawdopodobnym, prawie pewnym było przypuszczenie, że zginął na morzu podczas nawałnicy. Tak też zgodnie powtarzały wszystkie pisma” (G1 56-57). Z opowiadania Norskiego wynika, że na godzinę przed odjazdem zjadł z nim obiad.

Informacje należy uzupełnić o relację Adasia, któremu Prandota, również miesiąc temu, podarował medalion „z subtelnie wykonaną miniaturą pani Róży” i wygrawerowanymi słowami „synkowi Róży – Stach”. Syn Norskiego, to chłopak nad wiek rozgarnięty, lubiący zadawać wiele pytań, niektóre z nich były dziwaczne. Niezwykły był też sen, który opowiedział narratorowi. „Śniło mi się, że [tatuś] przyszedł do mego łóżka, wziął za rękę i zaprowadził tutaj. Potem usiadł w altanie na ławce, dał mi moją łopatkę i kazał sypać z tej strony grób dla pana Stacha. Płakałem, wyrywałem się, lecz tatuś krzyczał i musiałem  usłuchać” (G1 72). Rzeczywiście, „w wąskim przesmyku, między tylną ścianą altany a murem ogrodowym, ujrzałem świeżo usypany nieudolną dłonią grób z małym, z gałązek złożonym krzyżykiem w środku” (G1 71). Świadkiem całej rozmowy kuzyna i Adasia był Norski. Bez słowa komentarza odszedł w stronę domu.

Tego samego wieczoru, gdy wszyscy udali się na spoczynek dało się słyszeć strzał. Huk dochodził spomiędzy kępy bzu, pośród której stała altana. „Zaszedłem z tyłu: pod murem na grobie Stanisława Prandoty leżał z przestrzeloną skronią Norski” (G1 73).

W willi nad morzem to narracja, która daje czas i sposobność Grabińskiemu na ustosunkowanie się do silnego poety i przygotowanie się do sformowania reakcji na jego twórczość. Kiedy Bloom w Mapie przekrzywień testuje swoją teorię, używa przykładu Chile Rolanda Browninga. Początkową fazę otwierającą wiersz, charakteryzuje w następujący sposób:

Roland mówi jedno a myśli drugie, i mowa i myśl, próżno szukają teraz nieznoszącej się obecności. Dla pooświeceniowego poety zacząć, to potrzeba uświadomienia                       i zademonstrowania, że nic nie jest na swoim miejscu. […] Przeciwko tym siłom, jego psyche broni się poprzez wywołanie [mechanizmu] formowania reakcji will-to-fail  [pragnienia przegranej]. Jego perwersja i negatywna postawa to początek wiersza (tłum. AR).[4]

Zaprogramowane will-to-fail cały czas jest obecne w atmosferze utworu. Dowodem na to jest zachowanie Norskiego. Morderstwo Prandoty, dobrze zapowiadającego się liryka, prawdopodobnie ojca Adasia, wychodzi na jaw poprzez podświadomy wpływ treści wypartych, na goszczącego w willi kuzyna i Adasia. Sposób działania mechanizmu reakcji upozorowanej polega na wytwarzaniu i demonstrowaniu postaw oraz zachowań przeciwnych do rzeczywistych, zgodnych ze świadomie odrzuconymi uczuciami jednostki. Reakcja ta jest oparta na wielu wyspecjalizowanych mechanizmach obronnych, m.in. mechanizmie wyparcia, który wyraźnie w opowiadaniu występuje.

Przyjmując, że opowiadanie traktuje o historii zmagania się dwóch tekstów, Stanisława Prandoty (silnego poety) oraz Ryszarda Norskiego (efeba), reakcja tego drugiego na słowa pochwały dla poety ojca są znamienne:

Zdaje mi się jednak, że przesadzasz. Chociaż był moim druhem od serca, nigdy zbyt wysoko nie stawiałem jego talentu. Był trochę za sentymentalny. Czy nie miałbyś ochoty przejść się trochę przed zachodem po plaży? (G1 58).

Dlaczego dopatrujemy się tutaj wzorów zaczerpniętych z tekstów Poe? Człowiek, którego uważa się za ojca powieści detektywistycznej, o którym mówi się, że wywarł silny wpływ na Sir Canon Doyle’a, musi być powiązany i z tym opowiadaniem więcej niż jednym tytułem. W noweli Serce oskarżycielem morderca ujawnia się dlatego, że słyszy w swojej głowie rytm bicia serca ofiary ukrytej pod deskami podłogi. Przekonany, że przesłuchujący go śledczy również to słyszą, ujawnia im miejsce pochowania ciała i przyznaje się do morderstwa. Podobnie w opowiadaniu Czarny kot. Mąż umieścił ciało martwej żony w murach domu. Gdy policja odwiedza go i pyta o małżonkę, on czerpie dziką przyjemność z przechadzki po piwnicy, gdzie ofiara została zamurowana. By poczuć w pełni triumf nad organami ścigania, uderza laską dokładnie w miejsce pochówku „ukochanej”. Wtedy to rozlega się ryk kota, którego wraz z nią uwięził. Tajemnica wyszła na jaw.

Grabiński, podobnie jak Poe, wykorzystuje podczas tworzenia fabuły mechanizmy ludzkiej psychiki, lecz też sam im ulega. Czuje się zagrożony, „jest skazany na to, by poznać swe najgłębsze tęsknoty poprzez świadomość istnień innych jaźni.” Sam doznaje wstydu i zachwytu z powodu bycia odnalezionym przez wielkie wiersze, pomysły pochodzące z zewnątrz. Teraz od niego zależy, czy będzie potrafił odzyskać wolność, wyjść z centrum, pozbyć się lęku przed zagrożeniem swojej autonomii.

Zdolności tzw. paranormalne Poe przedstawiał kilkakrotnie w swoich opowiadaniach, wszystkie nosiły etykietę naukowego eksperymentu. W Rewelacjach mesmerycznych podczas snu hipnotycznego, lekarz stara się poprzez zadawanie odpowiednio skonstruowanych pytań, uzyskać od pacjenta opis istoty Boga. W Przypadku pana Waldemara doktor przeprowadza eksperyment, który ma polegać na poddaniu hipnozie człowieka umierającego. Zaś w Rozmowie z mumią zabalsamowany korpus mumii egipskiej zostaje przywrócony do życia, dzięki wstrząsom elektrycznym.

Jak Bloom podaje za Malraux: „poetę prześladuje głos, z którym musi harmonizować swoje słowa” (LW 70). Gdzie W willi nad morzem zauważamy wiele wątków, które okazują się splatać w jedno rozwiązanie dręczącej tajemnicy, to w Zagładzie domu Usherów występuje ograniczona ilość bohaterów i wydarzeń fabularnych. Lecz w obu przypadkach autorom udało się osiągnąć uczucie obecności podczas całej opowiedzianej historii ducha osoby, o której się wspomina rzadko lub wcale, która jest motorem akcji, i jest przyczyną ostatecznego rozwiązania, śmierci głównych bohaterów.

Może to przypadek, ale w obu opowiadaniach w obrębie ostatniej strony pojawia się księżyc:

Wtem, przede mną na drodze zamigotała dziwna jakaś poświata. Oglądnąłem się, by zobaczyć, skąd ta niezwyczajna jasność pochodzi, gdyż poza mną nie znajdowało się nic okrom potwornego zamczyska i jego mroków. Było to światło wschodzącego i jak gdyby okrwawionego księżyca w pełni, co przeświecał jaskrowo przez ową, ongi zaledwie dostrzegalną szczelinę, o której wspomniałem, iż wiła się zygzakowato od dachu aż do posad budynku (P1 151).

Przez otwarte okno wpadały do wnętrza zielonkawe smugi księżyca, sięgając ku mnie wydłużonymi palcami. Z ogrodu wionęły zapachy kwiatów, wibracje woni subtelne, upajające – czasem podniósł się słony oddech morza. Wśród krzaków migotały zwodniczo licciole, tęskniły wieczorne słowiki […] (G1 73).

Grabiński w swojej wizji poetyckiej ograniczonej prawami clinamenu „przetrawia” pierwowzór, aż po końcowe zdanie. Wiemy, że opis księżyca u Poe jest ostatnim taktem sonaty opowiadania, u Grabińskiego jest zaledwie rozwinięciem nokturnu przygotowującego ostatecznie rozwiązanie, samobójstwo.

Influenza – choroba gwiezdna, której mocy ucieleśnieniem jest księżyc, mieści się w kategoriach choroby samoświadomości. Kiedy Stefan Grabiński wprowadza do opowiadania postać Stanisława Prandoty powodują nim czynniki emocjonalne. W opowiadaniu dokonuje perwersyjnego rewizjonizmu stosunku łączącego go z Poe. Bloom określa Wpływ Poetycki mianem oksymoronu, analogicznie jeśli chodzi o Miłość Romantyczną. Poeta odnajdując swojego Protoplastę, musi doszukać się wady, tam gdzie jej nie ma – w sercu największej cnoty wyobraźni. Kochanek jest oczarowany wizją utraty, ale zostaje odnaleziony przez wiersz, którego nie ma (i, dzięki obustronnej iluzji odnajduje go sam).

Istnieje jednak stan zwany Szatanem; w tym stanie poeci muszą dokonać przywłaszczenia. Szatan to czysta, absolutna świadomość własnej jaźni, która musi się przyznać do zażyłego stosunku z nieprzejrzystością. Stan Szatana jest więc nieustanną świadomością dualizmu: uwikłania w to, co skończone: nie tylko w przestrzeni (ciało), ale i czasie. Być czystym duchem, a jednak poznać w sobie kres nieprzejrzystości; twierdzić, że pochodzi się sprzed Stworzenia-Upadku, a jednak podlegać prawom liczby, wagi i miary: oto sytuacja silnego poety, twórczej wyobraźni, która staje naprzeciw uniwersum poezji – słów, które były i będą, przerażającego splendoru kulturowego dziedzictwa (LW 76-77).

Kierkegaard porównuje relację między Protoplastą a Efebem do stosunku ojciec-syn. Twierdzi, iż: „Ten, kto chce pracować, rodzi swego własnego ojca” (LW 70). Zaś Lichtemberg proponuje rozszerzenie definicji. Sugeruje, że robić coś dokładnie odwrotnego, to też forma naśladownictwa (LW 76).


 

[1] Por. G. R. Thompson, „The Face in the Pool: Reflections on the Doppelgänger Motif in ‚The Fall of the House of Usher’,”(Twarz w stawie: rozważania na temat Doppelgänger Motif w Zagładzie domu Usherów) from Poe Studies, vol. V, no. 1, June 1972, pp. 16-21. John L. Marsh, „The Psycho-Sexual Reading of ‚The Fall of the House of Usher’,” (Psycho-seksualne czytanie Zagłady domu Usherów) from Poe Studies, vol. V, no. 1, June 1972, pp. 8-9. Gerald M. Garmon, „Roderick Usher: Portrait of the Madman as an Artist,” (Roderick Usher: Portret szaleńca jako artysty) from Poe Studies, vol. V, no. 1, June 1972, pp. 11-14. H. Wells Phillips, „Poe’s Usher: Precursor of Abstract Art,” (Usher Poe: prekursor sztuki abstrakcyjnej) from Poe Studies, vol. V, no. 1, June 1972, pp. 14-16. Barton Levi St. Armand, „Usher Unveiled: Poe and the Metaphysic of Gnosticism,” (Usher odkryty: Poe i metafizyka gnostycyzmu) from Poe Studies, vol. V, no. 1, June 1972, pp. 1-8. Teksty łatwo dostępne na stronach E. A. Poe Society of Baltimore: www.lfchosting.com/eapoe/pstudies/index.htm (24.10.2006).
[2] Podaję efekty naukowych dociekań Earl J. Wilcox, Arkansas State University, opublikowane w: „Marginalia,” Poe Newsletter, vol. I, no. 2, October 1968, pp. 30-31: www.lfchosting.com/eapoe/pstudies/ps1960/p1968211.htm (24.10.2006).
[3] Zjawisko podlegające podobnym prawom mesmerycznym do stworzonej przez Grabińskiego ksenonimi, opisał Poe w opowiadaniu Przypomnienie, jakie miał August Bedloe. Człowiek, który w czasie wycieczki zapada w wywołany przez hipnotyzera na odległość sen kataleptyczny, podczas którego przeżywa swoją śmierć w poprzednim wcieleniu, por. FL 168.
[4] Roland says one thing and means another, and both, the saying and the meaning seek a void a now intolerable presence. For Post-Enlightenment poem to begin, it must know and demonstrate that nothing is in its right place.  […] Against these forces, his psyche has defended itself by the cramping reaction-formation of his will-to-fail, his perverse and negative stance that begins the poem. w: H. Bloom, A map of misreading, Oxford University Press, Oxford 1980, s. 106-107.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 × two =