2.5 Dowodzenie

[Nieporównana przygoda niejakiego Hansa Pfaala, W bezdeni Maelströmu – Fałszywy alarm (1919)]

Zarówno Poe jak i Grabiński opierają swe opowiadania na motywach, teoriach sprawdzalnych, lub noszących pozory docieczenia ich adekwatności w stosunku do powszechnie udowodnionych i panujących na ziemi praw. By utrzymać czytelnika w wierze o prawdziwości opowiadanej historii, nie szczędzą czasu i przemyślności w wymyślaniu uzasadnień. Opierają się na studiach naukowych, bądź preparują notatki noszące znamiona naukowości[1]. Tak powstała obserwacja, którą poczynił tytułowy bohater Nieporównanej przygody niejakiego Hansa Pfaala.

Śród rzeczy, co pozostały pode mną, zadziwiła mnie przede wszystkim widoczna wklęsłość kuli ziemskiej. Nie zastanowiwszy się rozważniej, mniemałem, iż ujrzę, jak jej rzeczywista, wypukłość będzie się uwydatniała w miarę mojego wzlotu; wszelako dość było chwili namysłu, bym zdał sobie sprawę z tej sprzeczności. Linia, przeprowadzona od punktu, w którym się znajdowałem, prostopadle do Ziemi, byłaby utworzyła prostopadłą trójkąta prostokątnego, którego podstawa przebiegałaby od kąta prostego do widnokręgu, zaś przeciwprostokątnia od widnokręgu do mej pozycji. Wszelako moje wzniesienie było niemal nic nie znaczące w porównaniu z rozległością mojego widoku. Innymi słowy podstawa i przeciwprostokątnia domniemanego trójkąta były w tym wypadku i w porównaniu z prostopadłą, tak długie, iż mogłyby niemal uchodzić za równoległe. Oto przyczyna, dla której widnokrąg napowietrznego żeglarza zda się zawsze znajdować na poziomie kosza balonu. Ponieważ punkt, znajdujący się bezpośrednio pod stopami tego żeglarza, wydaje się mu i jest istotnie w ogromnej pod nim głębokości, przeto ulega on wrażeniu, iż ów punkt, znajduje się również w ogromnej głębokości poniżej widnokręgu. Stąd wrażenie wklęsłości; wrażenie to musi trwać dopóty, dopóki między wzniesieniem a rozległością widoku nie wytworzy się różnica tak wielka, iż pozorna równoległość podstawy i przeciwprostokątni zaniknie (P1 71).

W podobny sposób dowiadujemy się jak dochodzi do powstania skandynawskiego wiru:

Wedle powszechnie przyjętego poglądu „wyłączną przyczyną zarówno tego wiru, jak trzech mniejszych, znajdujących się między wyspami Ferroe, jest to, iż równomiernie z przypływem i odpływem morza wzdymające się i opadające fale uderzają o grzbiety obrzeżających wodę skał i ławic, po czym odpite staczają się na podobieństwo wodospadów; im więc wyżej wzbija się fala, tym niżej musi ona spaść, zaś koniecznym następstwem bywa wir, czyli odmęt chłonny, znany już dostatecznie z pomniejszych przykładów.” Tak powiada Encyclopaedia Britannica (P1 237).

Tak w opowiadaniu Fałszywy alarm Grabiński również potrafi z matematyczną precyzją, jak na wieloletniego korepetytora przedmiotów ścisłych przystało, przewidywać czas i miejsce kolejnej katastrofy.

Jakoż wyśledziwszy istnienie owego demonicznego „coś” w życiu kolejowym, wydał mu walkę na śmierć i życie. Lecz, że przeczuwał przeciwnika nie byle jakiej miary, musiał się odpowiednio przygotować. Dziś już wiedział, jak go „zażyć”, z której strony zajść i uprzedzić; po latach obserwacji uczył się parować cięcia.

Bo oto zestawiwszy na mapie kolejowej swojego rejonu punkty zaszłych w ciągu ostatnich 11 lat katastrof, zauważył, że wszystkie zdają się leżeć na krzywiźnie geometrycznej zwanej parabolą, której wierzchołek dziwnym trafem przypadał na Trenczyn, tj. stację pozostającą od lat pięciu pod jego kierownictwem. Współrzędne każdego z tych fatalnych punktów wstawione w równanie y2 = 2 – px, spełniały je bez zarzutu (G1 110-111).

Gdy czytamy opowiadania obu autorów, narzucają się podobieństwa w sposobie osadzenia akcji w rzeczywistości. Posługując się teoriami matematycznymi, jak i dziedzictwem kulturalnym, skazani są na czerpanie z tego samego zbiornika tworzywa powieściowego. Wspólnota wyobraźni jest tym, z czym walczą twórcy od wieków. Zdobycie pierworództwa i przywilejów z nimi związanych, to jest to, co liczy się najbardziej.

Dla poetów zagadka Sfinksa nie jest zagadką tylko sceny pierwotnej i tajemnicą początków człowieka, ale znacznie mroczniejszą zagadką pierwszeństwa w sferze wyobraźni. Poecie nie wystarczy, że rozwiąże zagadkę, musi jeszcze wmówić sobie (i swojemu wirtualnemu czytelnikowi), że gdyby nie on, zagadka w ogóle nie zostałaby sformułowana (LW 114).


[1] Por. z treścią opowiadań: Tysięczna i druga opowieść Szeherezady – s. 326-327, W bezdeni Maelströmu – s. 248, Bujda Balonowa – s. 397-398, Dziwna stacja – s. 156-157.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

fourteen − 4 =