4.1 Gdy chorobliwe staje się normalne

Gotycyzm, czy też gotycyzmy, na przykładach których budowana jest niniejsza praca, działają tylko wtedy, kiedy człowiek staje się niebezpieczną tajemnicą dla samego siebie. Przyglądamy się im, testując figury retoryczne tekstów, przystawiając do narzędzi psychoanalizy Freuda. Dzięki zwróceniu uwagi na gotycyzm, możemy odkryć obszary istnienia, które są tłumione i nierozpoznane, odrzucone przez społeczną normę i porządek symboliczny – wzbudzają przerażenie i zagrożenie. W nich mamy do czynienia z przedstawieniem obcości etnicznej i płciowej w ikonografii grozy, lęku, obrzydzenia.[1]

Zauważywszy w tekstach Poe i Grabińskiego otwartość na różnorakie interpretacje, nie możemy pominąć sposobności, jakie daje nam Krytyka Fantazmatyczna. Maria Janion, przedstawiając kodyfikację oddzielnej gałęzi działań literackich, proponuje za pomocą metod historii idei i historii literatury – poddać osądowi literackie „fantazje”, „fantasmagorie”, „fantazmaty”. [2]

Janion wprowadza rozszerzenie własnej definicji o uwagi Susan Isaacs, gdzie znajduje miarodajną dla psychoanalizy, wykładnię sposobu istnienia i artykulacji fantazmatów: „[Susan Isaacs] Podkreśliła, że nie zależą one od słów, chociaż w pewnych okolicznościach mogą wyrażać się za pomocą słów. Pierwotnie fantazmaty odbierane są jako odczucia; później przybierają formę obrazów plastycznych i przedstawień dramatycznych.” [3]

Autorka Wampira, umieszcza fantazmat na pograniczu medycyny i literatury. Podkreśla, że fantazmaty literackie podlegają swoistym prawom literatury, a nie psychologii. Zaś fantazmaty życia wewnętrznego, jak czytamy w Słowniku psychoanalizy, charakteryzują się:

scenariuszem wyobrażeniowym, w którym obecny jest podmiot; przedstawia on, w sposób mniej lub bardziej zdeformowany przez procesy obronne, spełnienie pragnienia, w ostatecznej instancji – pragnienia nieświadomego. Fantazmaty przybierają różne postacie: fantazmatów świadomych lub marzeń dziennych, fantazmatów nieświadomych, prafantazmatów.[4]

Romantycy pierwsi w sztuce nowożytnej dokonali na taką skalę absolutnego wywyższenia wyobraźni. Wytwarzane przez nią fantazmaty uznali za równie realne, co fakty. Były postrzegane jako pierwiastki istnienia i tworzenia, marzenia i myślenia. Nie wszystkie fantazmaty są niebezpieczne, niektóre stają się podstawą poezji. „Bez nich nie byłoby irracjonalnej strony, ale irracjonalna strona z kolei od razu zaczyna produkować jakieś okropności.”[5] Można je uznać za szkodliwe dla zdrowia psychicznego. Jednak, gdyby nie fantazmat, to literatura, zwłaszcza ta, uznająca priorytet wyobraźni, nie mogłaby powstać, ani my nie bylibyśmy jej w stanie pojąć.[6]

Freud w końcowej części wykładu XXIII Wstępu do psychoanalizy podaje nam, skonstruowane w oparciu o fantazmaty, wytłumaczenie procesu twórczego. Określa artystę, jako jednostkę, która istnieje na pograniczu nerwicy i normalności. Nie jest on w stanie zaspokoić swoich silnych pragnień (władzy, bogactwa, miłości) co rodzi w nim poczucie braku. Jako introwertyk odwraca się od rzeczywistości, by przenieść całe swoje zainteresowanie oraz libido na „twory życzeniowe”. Tak zarysowana droga z rzeczywistości w fantazmat zaczyna zakręcać z powrotem do punktu wyjścia, przynosząc artyście wymierne korzyści. Dlatego, że artysta potrafi przekonfigurować zbyt osobiste marzenia dzienne w formy, z których obcy są w stanie czerpać z zadowolenie. Nawet zaciera tropy, które prowadzą do zakazanych źródeł, skąd owe wyobrażenia pochodzą. Co więcej, formuje określony materiał, póki „nie stanie się wiernym odbiciem wyobrażenia jego fantazji, a następnie potrafi związać z tym przedstawieniem swojej nieświadomej fantazji, taką sumę rozkoszy, że przez to stłumienia zostają przynajmniej chwilowo przezwyciężone i zniesione.” Poprzez dokonanie tego wszystkiego, umożliwia innym czerpanie pociechy z „własnych źródeł rozkoszy” ich nieświadomego, czym zaskarbia sobie wdzięczność i wszystko to, o czym fantazjował.[7]

Nie jest on [artysta] jedynym, który prowadzi życie w fantazji. Pośrednia kraina fantazji uznawana jest przez ogólno-ludzką umowę i każdy, komu brak jakiś doskwiera, oczekuje stamtąd ulgi i pociechy. Ale dla ludzi, którzy nie są artystami, zdobywanie zadowolenia ze źródeł fantazji jest bardzo ograniczone. […][8]


[1] P. Leszkowicz i T. Kitliński, Obce. Gotycyzm amerykański i kultura traumy,, w: Inny, Inna, Inne. O inności w kulturze, pod red. M. Janion, C. Snochowskiej-Gonzalez i K. Szczuki, Warszawa 2004, s. 170.
[2] M. Janion, Prace wybrane, t. 3. Zło i fantazmaty, Kraków 2001, s. 32.
[3] Tamże, s. 169.
[4] Tamże, s. 166.
[5] Z życia psychosomatycznego intelektualistów. Z profesor Marią Janion rozmawia Barbara N. Łopieńska, „Res Publica”, lipiec 2001, w: www.niniwa2.cba.pl/lopienska-janion.htm (13.11.2006).
[6] M. Janion, dz. cyt., s. 32.
[7] Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, Altana, Warszawa 2001, s. 326.
[8] Tamże, s. 326.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 × 4 =