2.3 Groza kolei

[W bezdeni Maelströmu, Bujda Balonowa – Dziwna stacja, Fałszywy alarm (1919)]

Przyjemność negatywna, według założenia sformułowanego przez Imannuela Kanta, to stan umysłu, który jest przyciągany i odpychany na przemian. Uczucie to porównuje z wstrząsem, czyli „z szybko po sobie następującym odtrącaniem i przyciąganiem przez jeden i ten sam przedmiot.” Opisuje ją jako gwałt, który „rozum zadaje zmysłowości”, by przygotować tą drugą do spojrzenia na nieskończoność, która jawi mu się jako bezdenna przepaść.[1]

Widok wznoszących się skał, ciężkie chmury w towarzystwie piorunów i grzmotów, wulkany, orkany i spowodowane przez nie zniszczenia, spieniony, bezkresny ocean, wysoki wodospad potężnej rzeki – nasza zdolność do oporu, przetrwania w obliczu wymienionych potęg staje się zerowa. Pociąga nas lęk, który powodują w nas wymienione żywioły. Ale my musimy znajdować się w bezpiecznym miejscu. Z tego punktu widzenia chętnie takie przedmioty nazywamy wzniosłymi. „Podnoszą moc naszej duszy, ponad jej zwyczajną, przeciętną miarę i pozwalają nam odkryć w sobie innego rodzaju zdolność do stawiania oporu, która ośmiela nas do tego, by mierzyć się z pozorną wszechmocą przyrody.”[2]

Tematyka marynistyczna oraz opowiadania science-fiction (podróże balonem) dostarczają Poe wielu sposobności do wypracowania opisów sztormów i przepaści, głębin, sytuacji zagrożenia. W bezdeni Maelströmu stary rybak przedstawia nam dokładny opis wnętrza wiru, z którego jeszcze nikt nie uszedł z życiem, oprócz naszego rozmówcy.

Nie zapomnę nigdy wrażeń trwogi, grozy i podziwu, jakich doznawałem, rozglądając się dookoła siebie. Zdało się, iż dzięki jakiemuś czarodziejstwu łódź nasza, spadając, zawisła w połowie drogi, na wewnętrznej pochyłości leja olbrzymiego obwodu i niesłychanej głębi; niezrównanie gładkie jego ściany miałyby wygląd hebanu, gdyby nie osłupiający pęd, z jakim wirowały dokoła, i gdyby nie odbłyskiwały upiornie jarzącym się lśnieniem na promienie miesiąca, co wyzierał w pełni z opisanej już przeze mnie kolistej szczeliny wśród obłoków, spływając po czarnych zboczach, świetną powodzią blasku i wnikając hen, głębiej, aż w najwnętrzniejsze tajniki otchłani (P1 245-246).

Poe w opowiadaniu Bujda Balonowa wykorzystuje popularność latających maszyn. W owym okresie wędrowni „naukowcy z zakresu powietrznej nawigacji” odbywali loty balonem w czasie jarmarków. Nieco później rozgrywano wyścigi balonowe, które uważnie były śledzone przez prasę. Opowiadanie ogłosił Poe wiosną 1844 roku w nowojorskim piśmie „Sun”, jako sprawozdanie z podróży balonem przez Atlantyk (FL 160-161). Dzięki dokładności opisu potraktowane zostało jako doniesienie prawdziwe i wzbudziło niemałą sensację.

  1. (Mr. Ainsworta). Ostatnich dziewięć godzin zaliczam do najbardziej wstrząsających w moim życiu. Nie mogę sobie wyobrazić niczego wznioślejszego od dziwnej nowości i grozy podobnej wyprawy. Daj nam, Boże, powodzenie! Nie pragnę go dla mej nic nie znaczącej osoby, lecz radowałbym się nim ze względu na wiedzę ludzką i ogrom tryumfu. Wydaje mi się on tak uchwytny, iż wprost nadziwić się nie mogę, dlaczego ludzie nie podjęli wcześniej tej myśli. Dość jednej takiej wichury, jak obecna – dość burzy, która ponosiłaby balon przez jakieś cztery lub pięć dni (często trwają one dłużej), a podróżny z łatwością przedostałby się z jednego wybrzeża na drugie. Przy sprzyjającym wietrze bezbrzeże Atlantyku staje się zwykłym jeziorem. Zastanawia mnie, w chwili gdy to piszę, ogromna cichość zalegająca pod nami morze pomimo jego wzburzenia. Nie wołają wody do niebios. Płomienista roztocz oceanu wije się w mękach, ale się nie skarży. Spiętrzone zwały są niby niezliczone, nieme demony, zmagające się niby w bezsilnym konaniu. Takiej nocy, jak dzisiejsza, człowiek żyje – przeżywa całe wieki życia powszedniego, co do mnie, nie oddałabym tej porywającej rozkoszy za setki lat zwyczajnego bytu (P1 405).

Pani Ainsworta może powiedzieć, że właśnie takiej nocy człowiek żyje, ponieważ zdaje sobie sprawę ze swego położenia. Umieszczona w koszu balonu unoszonego potężnym wichrem, nie może już na nic mieć wpływu. Musi się poddać woli sił natury.

Dla poety żywiołem poezji jest wieszczenie – podejmuje on „rozpaczliwy wysiłek przepowiedzenia niebezpieczeństw, jakie spotkać mogą jaźń ze strony natury, bogów, innych, czy wreszcie samej jaźni” (LW 102). Zagrożeniem dla poety mogą stanowić również inne wiersze. Muza zwana Pamięcią ma pomóc poecie zapamiętać przyszłość.

Ten sam poeta błądzi w swoich wyobrażeniach. Wie, że muza nigdy nie była jego matką, a prekursor ojcem. „Jego matką było wyobrażenie własnego ducha lub idea własnej wzniosłości. Jego ojciec natomiast narodzi się wtedy, kiedy poeta odnajdzie efeba, który – cofając czas – spłodzi go z muzą (która dopiero wtedy stanie się jego matką)” (LW 104).

Rzeczą poezji i retoryki jest wzruszać a nie opisywać. Ich domeną jest skłanianie czytelnika do współodczuwania. Zamiast przedstawiania wyobrażeń samych przedmiotów, roztaczają „skutki, jakie rzeczy wywierają na umysł mówiącego lub innych ludzi.”[3]

Uczony i poeta mimo woli wydali okrzyk zachwytu. Bo też cudnie groźny przedstawił im się widok. Przestrzeń kolejowa, na której odpoczywał „Infernal”, była wąskim parowem wciśniętym pomiędzy dwie pierzeje prostopadłych niemal, dziko zawisłych skalnych ścian, strzelających w niebo na jakie 3000 metrów. Do stóp jednego z tych olbrzymów przywarł dworzec Buon Ritiro. Przywarł poddańczo i jakby z cichą rezygnacją zdjętego śmiertelną trwogą dziecka. Wyskakujące ze zbocza góry dwa okrutne wiszary, dwie drapieżne łapy tytana zaciążyły nad stacją, grożąc bezwzględną zagładą.

Od tych prostopadłych ścian uderzył nagle ów dziwny fioletowy blask, który przepoił sobą wszystko. Skały Ustroni fosforyzowały.

Przy tym upiornie pięknym świetle ujrzał Leszczyc twarze towarzyszy podróży.

Były dziwnie spokojne i senne (G1 172).

Twórczość Grabińskiego ma charakter antytetyczny w stosunku do dzieł Poe. Widzimy to również w powyższym fragmencie opowiadania Dziwna stacja. Kiedy Poe szuka wzniosłości w przepaściach, głębinach morskich, Grabiński udaje się do Szczytnisk, otoczonych zewsząd wysokimi górami, czy właśnie do wąwozu, gdzie zatrzymał się „Infernal”. Według charakterystyki wzniosłości z Beobachtungen Kanta, możemy wyróżnić trzy jej rodzaje: „przerażającą (wstrząsającą), szlachetną i wspaniałą. Przerażająca wiąże się z grozą, szlachetna z melancholią, wspaniała z pięknością. Pierwszą można znaleźć m.in. w wielkich głębinach, drugą w wielkich wysokościach, trzecią w wielkich budowlach.”[4]

Szlachetna wzniosłość związana z melancholią, występująca u Grabińskiego, przyjmuje czasami obrazy grozy. W jej tworzeniu pisarz posługuje się odmalowywaniem przyczyn jak i skutków katastrof kolejowych. Nowela Fałszywy alarm przedstawia w dość nietypowy sposób scenę karambolu.

W następnej sekundzie wypadł z lokalu i znalazł się na przestrzeni przed peronem, by tu ujrzeć jedyny w swej grozie obraz. Na stację wjeżdżały torem głównym ze stron przeciwnych dwa pociągi w pełnym biegu: express z Podwyża i osobowy nr 25 z Krotoszyna: odległość dzieląca je jeszcze od siebie wynosiła najwyżej 60 metrów. Zderzenie było nieuchronne jak przeznaczenie.

Maszyniści, zorientowawszy się snadź dopiero w tej chwili, czynili rozpaczliwe wysiłki, by przy pomocy hamulców powstrzymać rozhukane parowozy… Naiwni!…

Jakaś szczególna apatia ogarnęła służbę stacyjną: stali bladzi, śmiesznie bezradni, z oczyma wlepionymi bezmyślnie w rozpętane maszyny. Asystent Żadurski z twarzą jak płótno wodził tylko ręką po czole i uśmiechał się jakoś dziwnie. Nikt ani myślał już o ratunku: okropny moment sparaliżował myśli, przykuł do miejsca wolę. Jakiś potężny tragizm szedł od tych niesamowitych w swym spokoju obserwatorów…

W ostatniej sekundzie spojrzał Bytomski we wąski, zaledwie już parę metrów wynoszący rozstęp pomiędzy maszynami i ujrzał jeszcze po tamtej stronie nasypu kolejowego pędzącą raźno gościńcem parę sań z chłopskim weselem. Uśmiechnął się, wydobył coś z kieszeni płaszcza i przyłożył do skroni!… Huk strzału zlał się z piekielnym łomotem miażdżących się w tej chwili pociągów… (G1 118).

Kontrast, który wprowadza jednosekundowe odsłonięcie obrazu szczęścia i zabawy weselników, w dziele zniszczenia jakim jest karambol, podwaja moc działania opisanej sceny. Ta automatycznie odsyła do początku opowiadania. Dlatego autor nie musi wymieniać detali następstw katastrofy[5] i może zakończyć efektywnym samobójstwem naczelnika stacji.

Jeden wagon zmiażdżyło do szczętu; pozostał tylko jakiś tylko jakiś kłąb posiekanych na drzazgi ścian, poszatkowanych na szczapy przepierzeń, poskręcanych w trąby; a spośród tej dzikiej strzyży drzewa i żelaza sterczały tu i ówdzie kikuty rur przewodowych, jakieś szczerbate, powyginane śmiesznie blachy, stożyły się pod niebo czarną pogrozą zardzewiałe sztaby, laski, wyważone z zawiasów drzwi ze śladami skrzepłej posoki, wywleczone z przedziałów ławki, sofki i fotele oblepione strzępami ludzkiego ciała… (G1 103-104).

Groza kolei, jest potencjałem duszy każdego składu.


[1] J. Płuciennik, Imannuela Kanta analityka wzniosłości, w: J. Płuciennik, dz. cyt., s. 95.
[2] Tamże, s. 98-99.
[3] J. Płuciennik, Brytyjska XVIII-wieczna refleksja estetyczna: Edmund Burke, w: J. Płuciennik, dz. cyt., s. 87.
[4] J. Płuciennik, Imannuela Kanta analityka wzniosłości, w: J. Płuciennik, dz. cyt., s. 92.
[5] Por. przykłady wzniosłości: Dziwna stacja – s. 163-164, Błędny pociąg – s. 183, Ślepy tor – s. 200.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

19 + 4 =