1.3 Odchylenie

[Człowiek tłumu – Po stycznej (1918)]

Akcja opowiadania Człowiek tłumu rozpoczyna się pewnego leniwego popołudnia w kawiarnianym gwarze. Narrator, wyzwoliwszy się z kilkumiesięcznej choroby, z najbystrzejszą przenikliwością obserwuje ludzi przemierzających główną ulicę Londynu. Bada główny trakt miasta, spoglądając przez zamglone szyby. Podaje w miarę szczegółowy opis warstw społecznych, których przekrojem jest właśnie ulica. Już po zapaleniu lamp uwagę przykuła twarz „sześćdziesięciopięcio- lub siedemdziesięcioletniego starca.”

Pamiętam, iż na jego widok błysnęła mi myśl, że Retzch, gdyby go ujrzał, postawiłby wyżej od swoich własnych, malowanych uosobień szatana. Gdybym w przelotnej chwili pierwszego okamgnienia chciał zanalizować istotę odniesionych wrażeń, bezładnie i paradoksalnie zakołowały mi w mózgu pojęcia wielkiej potęgi ducha, przezorności, nędzy, chciwości, chłodu, złości, krwiożerczości, tryumfu, radości, niewysłowionej grozy i bezmiernej, ostatecznej rozpaczy (P1 191).

Po krótkim rozpatrzeniu kłębiących się myśli, narrator postanowił się dowiedzieć czegoś więcej o historii tego człowieka. Był on niewysoki, szczupły, krój dziś zabrudzonej i podartej odzieży w blasku mijanych lamp zdradzał wyrób wytwornego krawca. Dodatkowym impulsem do rozwiązania zagadki opisanej osobowości był błysk diamentu i brzeszczotu spod szczelnie opinającego go płaszcza.

By zebrać więcej informacji począł śledzić starca. Ten zaś kluczył ze znawstwem przewodnika, wyszukując to co bardziej tłocznych placów, ulic, uliczek, przejść, tawern, targów. Wraz z zapadnięciem nocy i wyludnieniem ulic, twarzą tłumu staje się postać śledzonego starca. Ray Mazurek w swym artykule Art, Ambiguity, and the Artist in Poe’s ‘The Man of the Crowd’ (Sztuka, wielo(dwu)znaczność i artysta w opowiadaniu „Człowiek tłumu” E. A. Poe) podkreśla ironię, w obliczu której stają bohaterowie. Narrator nazywa wędrówkę starca bezcelową, sam angażując się w pościg, który nie ma sensu. Podobieństwa między nimi dodaje słownictwo funeralne, którego używa autor, by opisać kondycje fizyczną obu postaci. Pogoń kończy się sceną pod hotelem, który zostaje oznaczony literą D., co może sugerować Death (śmierć) lub Double (sobowtór). W tym miejscu śledczy, który wyczerpany jest już rolą cienia tajemniczego starca, odważył się podjąć ostateczną konfrontację z przedmiotem swojego pościgu. Spogląda mu prosto w oczy, jednak ten go nie zauważa i kontynuuje swoją wędrówkę.[1] Opowieść kończy się stwierdzeniem, że dalsze podążanie za bohaterem nie zostanie wynagrodzone zdobyciem większej ilości informacji, jak i celu podróży.

W stanie zwanym Szatanem, poeci muszą dokonać przywłaszczenia. Mają świadomość dualizmu swojej jaźni: „są uwikłani w to, co skończone – nie tylko w przestrzeni (ciało), ale i w czasie” (LW 76). Grabiński podejmuje wyzwanie, staje naprzeciw „uniwersum poezji, słów, które były i będą, przerażającego splendoru kulturowego dziedzictwa” (LW 76). Reakcją jego wyobraźni jest nowela Po stycznej.

Wrzecki, główny bohater opowiadania, przed półrokiem przebył poważną chorobę umysłową. Po niej zrzadka miał chęć opuszczać swoje lokum. Ale dziś: „wyszedł o trzeciej po południu. Przedsięwziął dłuższą przechadzkę po mieście, by wśród bezcelowego błąkania się po ulicach, przekradania pomiędzy domami zagłuszyć katującą go od miesiąca zmorę myśli, przeciąć pasmo sylogizmów, uparcie rozciągających na torturach biedny mózg neurastenika” (G1 25).

Zanim doszło do poważnej choroby, był w myśleniu raczej bezładny, teraz jakby zaszła w nim jakaś dziwna przemiana, zaczął rozumować z bezprzykładną logicznością. Tworzył zastępy teorii i teoryjek i poddawał się ich sugestywnej pseudooczywistości (G1 25).

Dzień był jesienny. Woale mgieł otulały miasto, czasem zacinał przelotny deszcz.

Bieg życia i stosunki ludzkie, przedstawił sobie Wrzecki na podobieństwo dwuwymiarowego systemu solarnego. Tak jak planety krążą po swoich elipsach, tak życie ludzkie ma swój wyznaczony tor. Dodaje również do swoistej teorii predestynacji możliwość przecięcia się linii w różnych miejscach, nieuniknionego krzyżowania się losów ludzkich (punktów matematycznych). Podczas obserwacji danego modelu, doszedł do wniosku, iż „punkty największego rozmachu” elips, mogą ustawić się w ten sposób, że przez ich peryhelia przechodzi prosta.

Wedle niego, można tu było wyśledzić specjalny związek, mający na celu coś wskazać, coś odkryć, spełnić jakąś przeznaczeniową rolę wobec tego, czyją uwagę uderzyła wyjątkowa linia. (G1 29)

Wrzecki zauważył, iż owa linia punktów najwyższego rozmachu, tworzy się podczas jego spaceru. Zaczął ją śledzić.

Wpierw spotkał znajomego, który wręczył mu bilet na wystawę, z jego kieszeni wystawał rozprawka „O samozatruciu u węży.” Udając się w stronę galerii, doszły do niego strzępy rozmowy, traktujące o pojedynku amerykańskim. Gdy analizował skrzętnie dotąd zebrane fakty, napotkany pijaczyna rozpoznał w nim ducha swego kompana zmarłego na sznurze. Wystraszony obrotem sprawy, usiadł w werandzie jakiejś kawiarni, zamówił kawę. Po chwili, stały bywalec owej kawiarni, połączenie sensytywa i szaleńca, informuje Wrzeckiego, o kuli, kaliber 9mm, firmy Krupp i Spółka, tkwiącej w jego płacie czołowym. Po przedyskutowaniu przepowiedni szaleńca z innym gościem kawiarni, przekonany o potrzebie znalezienia kolejnej podpowiedzi, dotyczącej swojego losu, podsłuchuje rozmowę kochanków, w której pada nazwa ulicy  numer domu. Bez zwłoki podąża w kierunku Rozstajnej 30. Po drodze spostrzega afisz operowy, na nim zdanie: „Pepito, ach, tam wskażę ci, co czynić masz! Pepito ach, ach, tam…” (G1 36) Dotarłszy do die Verhängnisvolle Gasse fatalnej ulicy, wspinał się po schodach wskazanego domu, ale cały czas czekał na podpowiedź, o które mieszkanie dokładnie chodzi. Nagle z dołu wbiegł posłaniec, młody chłopak zatrzymał się przed środkowymi drzwiami na trzecim piętrze, pobiegł wyżej. Wtedy Wrzecki był pewien, że to jego cel podróży, był wdzięczny, że czuwają nad nim do końca.

Do mieszkania wszedł niepukając. Była szósta po południu. Ukazał mu się zachód słońca, na jego tle, młody mężczyzna z pistoletem skierowanym w skroń. Wrzecki zachwycony dokładnością wskazówek, w kilku słowach wyjaśnienia przejął broń niedoszłego samobójcy, i sam spełnił przepowiedziane z dziką logicznością, z wielkim wysiłkiem tropione cały dzień, przeznaczenie.

Clinamen jest początkiem poematu, upadkiem. Efeb wskazuje na wiersza antenata, wyznacza mement, w którym ten powinien był ruszyć w innym kierunku, samemu się tam udając. Dlatego Po stycznej jest jakby zgadywanką myśli starca z opowiadania Poe Człowiek tłumu. Błądzenie, wędrowanie charakteru skonstruowanego przez Poe ma wiele cech wspólnych z poszukiwaniami Wrzeckiego. Kiedy czytamy, że ów: „już od godziny przecinał przecznice, krążył po najludniejszych placach, chodnikach, wystawał przed sklepami, czepiając się szklanym wzrokiem krzykliwych barw i kształtów…” (G1 26) od razu przychodzi na myśl zachowanie starca na bazarze: „Chodził od sklepu do sklepu, nie pytał o nic, nie odzywał się wcale i spoglądał na wszystko zakrzepłymi, czczymi oczyma” (P1 193).

Mazurek pisze, iż opowiadanie Poe traktuje najpierw o tajemnicy ludzkiego życia w przerażającym środowisku miejskim. Na następnym poziomie można się doszukać niepewności narratora, który nie jest świadom, iż choroba koloryzuje postrzegany wokół świat. W końcu jest to historia o wieloznaczności, uzyskana przy pomocy opisu dwoistości i przodków, co mówi wiele o sytuacji Poe, jako artysty. Poprzez kwestionowanie wiary narratora w jego ośrodki percepcji, opowieść odrzuca romantyczną wizję wszechmocnej wyobraźni artysty, wstawiając w jej miejsce bardziej ironiczne spojrzenie, w którym sztuka wciąż podcina już stworzone struktury rzeczywistości. Tak więc, stosunek Poe do jego sztuki i czytelników, odwzorowany w noweli, pozostaje tak samo skomplikowany, relacja narratora do tłumu i jego postrzegania.[2]

U Grabińskiego narrator jest wszystkowiedzący, zaś Wrzecki bardziej przypomina kukłę miotaną przez los niż rzeczywistego człowieka. Błądząc po ulicach gra swoją rolę, szuka następnych wskazówek, poleceń. W końcu, gdy znajduje spełnienie, jest to śmierć samobójcy.

Kwestionowanie rzeczywistości pojawiające się w obu utworach zadaje pytanie o sens wędrówki. W Człowieku tłumu do ostatecznej konfrontacji dochodzi pod hotelem oznaczonym literą D. Wynika z niej tylko tyle, iż „jest to wielką łaską bożą, że es lässt sich nicht lesen – nie da się go czytać, nie można poznać historii starca, ta wiedza byłaby zbyt straszna. Grabiński znajduje sposób, by wiedzę tą odszukać, podążając za układającymi się w prostą peryheliami elips znajduje sens, ma cel. Dzięki pozornie rozumowym i logicznym metodą znajduje rozwiązanie. Ale cóż po tym, iż cały wszechświat daje Wrzeckiemu sygnały, iż jego los to samounicestwienie? Oba opowiadania pozostawiają nas bez odpowiedzi.

Zbawczą atmosferę świeżości przynoszą obrazy obecności i nieobecności. Illusio, które może nami owładnąć, czytając Po stycznej, daje nam przekonanie, iż doszło do Lukrecjańskiego odchylenia atomów:

Ale to, że duch nasz, że wola ma moc taką,

Że nie zna prawa gwałtu, gdy sama działać zacznie,

To sprawia owo zarodków odchylenie nieznaczne

W miejscu nieokreślonym i nieokreślonej porze (LW 89)

Tekst Grabińskiego podąża do pewnego momentu za zamysłem Poe, po czym zbacza i utrzymuje, że to właśnie antenat pobłądził w tym, a nie innym punkcie (LW 73). Dzięki metodycznemu odwróceniu punktu odniesienia, mianowicie postaci starca, Grabiński otrzymuje uzupełnienie brakującej historii, dopowiedzenie faktów, których brakowało u Poe. Oczywiście jest to jedna z wielu możliwych interpretacji Człowieka tłumu, lecz nosi on ślady sztuki autora Tajemnicy Marii Roget. Tak jak podczas śledztwa Poe posługuje się dedukcją, tak odpowiednik starca poddaje się z niezwykłą konsekwencją woli losu, objawiającego się, dzięki porwanym i pojawiającym się w najmniej spodziewanych momentach, przesłankom. Podobnie jak w Nieporównanej przygodzie niejakiego Hansa Pfaalla, dzięki teorii, noszącej wszelkie ślady naukowości, narrator opowiadania Po stycznej jest w stanie przekonać czytelnika do przedstawionej mu historii.

Już w pierwszej fazie clinamen  możemy odkryć paradoks Wpływu Poetyckiego. Nowy poeta poddając się wizji, ustanawia jakieś szczególne prawo. „Nowy poeta sam określa, czym jest szczególne prawo prekursora” (LW 87).


 

[1] R. Mazurek, Art, Ambiguity, and the Artist in Poe’s ‚The Man of the Crowd’, from Poe Studies, vol. XII, no. 2, December 1979, pp. 25-28: www.eapoe.org/pstudies/ps1970/p1979201.htm (24.10.2006).
[2] Tamże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

4 × 2 =