4.6 Poza kadr

[Kochanka Szamoty (1922)]

Maria Janion podaje, iż Ronald D. Laing postulował przeniesienie konstrukcji romansu rodzinnego neurotyków na wszelkie stosunki międzyludzkie. Niemożność dotarcia do osoby, przedarcia się przez jej zaciemnioną, uwikłaną w mgły i woale struktury rodziny, stała się dla szkockiego psychoanalityka i filozofa, powodem do rozszerzenia definicji. Twierdzi, iż: „każda osoba spowita jest – jakby na podobieństwo mumii pokrytej materialnymi warstwami – w ogromne ilości fantazmatów, wyobrażeń urojeń, które uniemożliwiają dotarcie do tego, co rzeczywiste.”[1] Ukryte jest ono w kokonie, do którego wnętrza nie możemy dotrzeć.[2] W dodatku jesteśmy poddani „hipnozie represyjnego wychowania”. Polega to na narzuceniu przez rodzinę hipnozy, która objawia się w zupełnej teatralności, mistyfikacji, sztuczności i martwocie – „oddziela osobę od osoby”.

Kiedy Emmerson wypowiada zdanie: „To ja kształtuję swoje okoliczności (LW143)”, Bloom kontruje je fragmentem z Shelleya: „umysł każdego człowieka jest w tym sensie modyfikowany przez wszystkie wytwory natury i sztuki; przez każde słowo i sugestię, które kiedykolwiek oddziaływały na jego świadomość; jest on zwierciadłem, w którym odbijają się wszystkie formy, tworząc jedną formę. Poeci, podobnie jak filozofowie, malarze, rzeźbiarze i muzycy, są w pewnym sensie twórcami, ale w innym – wytworami swej epoki. Od zależności nie uciekną nawet najwybitniejsi z nich (LW 144)”. Według Blooma, Shelley staje się silnym poetą, dzięki ruchowi ku górze, jednocześnie spychającego Ducha w bok i w dół. To jego demonizacja. Wzlot w otoczeniu aniołów, „demonicznych towarzyszy”.

Wtedy właśnie zaczyna czerpać siłę z innych źródeł niż czynił to prekursor, opanowuje go przestrzeń poza rodzicem. Stwarzając w ten sposób dystans, zaciera i uogólnia oryginalność antenata (MP 25). Zaczyna korzystać z własnych treści wypartych, objawiających się w fantazmatach, plastycznym tworzywie literackim.

Za podstawę do demonizacji służy mu jego własne życie: wyizolowane i odseparowane od obcych wpływów w oczyszczającym akcie kenosis. Teraz ta adamiczna iskra pozwoli rozniecić mu własny ogień; osiągnąć wzniosłość niezależną od wielkości prekursora (LW 227).

Z iskry, rodzi się ziejący ogniem potwór. Akcja opowiadania Grabińskiego Kochanka Szamoty rozpoczyna się raczej w tempie lento. Na kartach swojego pamiętnika Jerzy Szamota notuje wydarzenia, które odmieniły jego życie. Otrzymuje list od Jadwigi Kalergis, darzonej platonicznym uczuciem. W korespondencji zapowiada swój powrót po kilkuletniej nieobecności do miasta i prosi, w sposób bynajmniej nie dwuznaczny, o schadzkę.

Od momentu odczytania zaproszenia, wyobrażenie Jadwigi zaczyna działać na Szamotę jak mocny trunek.[3] Jeszcze przed spotkaniem zaczyna szaleć z rozkoszy, a to według Freuda, znaczy „być w fantazmacie.”[4]

Szamota uzależnił się od sobotnich wizyt. Jego kondycja przypomina stan chorobowy:

Muszę mieć gorączkę, bo wargi mam spękane i dziwną gorycz w ustach. Idąc, potykam się o sprzęty i zataczam jak nieprzytomny. Widzę świat jak przez mgłę – rozkoszny woal upojenia… (G1 396).

Każde odbywa się według pewnego rytuału. Powtarzająca się struktura rozpoczyna się od dłuższego oczekiwania na Jadwigę, w tym czasie pali cygara, pije likiery, hipnotyzuje go błyszcząca pawęż z wizerunkiem Meduzy pośrodku (G1 398). Kochanka zjawia się zawsze niespodziewanie.

Nagle uczułem na szyi parę ciepłych, miękkich ramion, a na ustach słodki, przeciągły pocałunek. Otrząsnąłem się z zapamiętania i spojrzałem przytomnie. Przy mnie stała Jadwiga i uśmiechała się kusząco (G1 398).

Można zauważyć narzucające się podobieństwo pomiędzy pojawianiem się Jadwigi Kalergis a sposobem poruszania się po pokoju, właściwym dla Liegi:

Jawiła się i znikała na kształt cienia. Nie widziałem nigdy, kiedy wchodziła do mojej pracowni, i o jej obecności dawała mi znać dopiero miła muzyka jej słodkiego, głębokiego głosu oraz marmurowa jej dłoń, którą kładła na moim ramieniu (P1 106).

Różnica daje o sobie znać w przedstawionej „temperaturze dłoni” obu heroin. Poe, niby to zapowiadając bliską śmierć Ligei, podkreśla jej zimną, twardą, marmurową dłoń. Grabiński zaś, ujawnia skrawek przyszłych uniesień, mówiąc o parze ciepłych, miękkich ramion.

Jak na razie wszystko się zgadza, Poe pragnął miłości przybranej kolorytem śmierci.

Freud dowodził, że „fantazmowanie jest rodzajem terapii”. Wyrywa człowieka z rzeczywistości, proponując mu zastępczą realizację pragnień. Pisarz podczas snucia opowieść o heroinie wydaje się kompensować swoje wszystkie braki.[5]

Nie zawsze zastaję ją po wejściu do pokoju. Czasem musze czekać przez dłuższy czas, zanim wyjdzie na powitanie. A czyni to za każdym razem tak niepostrzeżenie, tak cicho, że nigdy nie wiem, kiedy i skąd nadeszła. Zwyczajnie staje nagle poza mną i znienacka całuje mnie w szyję. Jest to rozkoszne, słodkie – ale i straszne zarazem. Mam przy tym wrażenie, że nigdy nie jestem wtedy w stanie zupełnie normalnym. Co to takiego, nie umiem określić – może rodzaj lekkiej zadumy czy zachwycenia? (G1 401).

To co rozkoszne i straszne zarazem, to istota Prawdziwego Podmiotu, wyparcia samego w sobie (LW 147). Na czym ono polega w teorii Blooma? Adept wypiera swoją siłę reprezentującą, aż osiągnie wzniosłość albo osunie się i podąży bocznymi drogami groteski, w obu wypadkach konstruuje znaczenie. W kontekście twórczości, wielkość wyparcia polega na tym, iż kiedy pamięć i pragnienie zostają zepchnięte w dół, nie mają dokąd pójść w języku, jak tylko na wyżyny wzniosłości, gdzie ego rozkoszuje się własnymi działaniami (MP 26).

Tutaj zaczyna się tworzyć fantazmat. Scenariusz wychodzi od wysublimowanego popędu, który zostaje przekształcony w popęd seksualny. W pierwszej fazie obłąkania Szamoty, tzw. miłości platonicznej i inicjującym spotkaniu, popęd uległ sublimacji – rozmowy, spojrzenia – ponieważ „piękność, która syci, zastępuje stłumiony seks.”[6]

Następuje nieświadome odrzucenie „macierzyńskiej strefy”. Choć Szamota zaraz do niej wraca, „błądząc po wykluczonym terytorium”, pragnie być zaślepionym i pijanym. Działa, wbrew swoim ideałom. Według Kristevej „to odrzucenie, od którego [podmiot] bezustannie się separuje, jest dla niego w sumie zapomnianą ziemią, stale przypominaną. W jakimś zatartym czasie odrzucenie musiało być biegunem przyciągającym pożądanie. […] Czas odrzucenia jest zdwojony: jest czasem zapomnienia i grzmotu, nieskończonego zasłonięcia i momentem, w którym wybucha odkrycie. W jakimś zatartym czasie odrzucenie musiało być biegunem przyciągającym pożądanie”.[7]

Do odrzucenia wrócimy za chwilę, sprawdźmy w międzyczasie jak epoka Młodej Polski postrzegała kobietę. Hutnikiewicz streszcza realia epoki:

Wrogość wobec kobiety, w której ucieleśnia się odwieczny, ślepy, animalny popęd, zwraca się przeciw idealizacji kobiety, którą propagował romantyzm. Duch ziemi, wcielony w kobietę, zabija boskość w człowieku. Kobieta jest niszczycielką wszystkiego co męskie, tj. jedynie twórcze i wielkie. Z natury nieproduktywna, do gruntu zła, przewrotna, zmysłowa, brutalna i okrutna, kobieta chce mieć mężczyznę tylko dla siebie, odbiera mu przyjaciół, odbiera mu jego myśli, uczucia, wolę i czyni  swym niewolnikiem, który żyć bez niej nie może. Kobieta symbolizuje ucisk ducha przez zmysły, skalanie duszy przez zwierzęcość. Walka mężczyzny z kobietą jest wielką walką świata wartości z siłami destrukcji i rozkładu (AH 247).

Jadwiga pokazała twarz tylko przy pierwszym spotkaniu. Potem konsekwentnie pojawiała się udrapowana w rodzaj lekkiej tkaniny, przypominający krojem peplos. Z coraz większą ostrożnością spowijała ciało w tym przedziwnym okryciu. Nie pozwalała się przekonać do usunięcia zasłony prośbami ani siłą.

Jadwiga lubi aż do przesady zakrywać głowę rodzajem greckiego woalu z oślepiająco białej, gęstej tkaniny. Nie cierpię tej zasłony! (G1 402).

Za to namiętność jej w tych czasach widocznie wzrosła. Ta kobieta szaleje! Cała zamknęła się w błędnym kole płci i tarza się w rozpasaniu, czołga w konwulsjach chuci. Są chwile, że nie mogę nadążyć jej w tym iście szatańskim rozmachu i zostaje poza nią odurzony, wyczerpany, bez tchu (G1 404).

Proporcjonalnie do odgradzającej się górnej części ciała, namiętność Jadwigi rosła. To upaja i uzależnia Szamotę. „Seksus”, jak sam pisał w Problemacie Czelawy, to potężna siła.

Co sobotę spotyka swoją boginie, kobietę o której marzył całe życie, nie zamienia z nią ani słowa, czy też Kalergis sama nie jest zdecydowana na rozmowy. Godzi się pełnić rolę przedmiotu „rzucanego na łoże”, „przerzucanego przez ramię”.[8] Tak naprawdę jest kobietą martwą, potrzebuje mężczyzny, by ją ożywił, w akcie zaspokojenia własnej próżności. Nasyca swój narcyzm, przyglądając się „namiętności i zmysłowości, którą rozpalił w pięknej, ale oziębłej kochance. To figura terapeutyczna: opanowuje lęk przed symboliczną kastracją, wyzwolony przez samowystarczalność posągu i niedostępność kamiennej bogini.”[9]

Kobieta jest wyprodukowana przez Szamotę, tylko w jego fantazmacie może stać się obiektem jego adoracji i miłości. „Poza tym fantazmatem kobieta nie istnieje”. Może pokochać jedynie swoje własne dzieło.[10] Według Kłosińskiej mężczyzna rodzi kobietę. Ale ten poród jest bezkrwawy, bezbolesny, sterylny. „To pozwala utożsamić kobietę z dziełem sztuki.” [11]

W fantazmacie mężczyzna poddaje się wyobrażeniu, pewnej iluzji. Przedstawiona szczególna rzeczywistość, oddzielona jest od rzeczywistości percepcyjnej. Lecz jest stabilna, uparcie się kontynuuje i postępuje według własnej logiki: „dla podmiotu jest to rzeczywistość jego pożądania.”[12] Na podobną charakterystykę „zwidzenia” zwrócił uwagę Bloom w słowach Nietzschego.

Zachwyt stanu dionizyjskiego jego unicestwieniem zwykłych ograniczeń i granic istnienia zawiera mianowicie podczas swego trwania żywioł letargiczny, w którym pogrąża się wszystko osobiście w przeszłości przeżyte. Tą więc otchłanią zapomnienia oddzielają się od siebie świat powszedniej i świat dionizyjskiej rzeczywistości. Gdy zaś owa powszednia rzeczywistość ponownie znajdzie się w obrębie świadomości, wzbudzi wstręt; owocem tego stanu jest nastrój ascetyczny, negujący wolę (LW 148).

Traktując widzenie fantazmatyczne jako chorobę, można stwierdzić jej symptomy. Szamota nie potrafi: „odróżnić rzeczywistości od fantazmatów zrodzonych w jego głowie. Istnieją one dla niego tak realnie, że wywołują zaburzenia, nawet somatyczne. Mamy więc podstawy, aby uznać opowiadanie Szamoty za opis objawów stanu chorobowego na tle seksualnym.”[13]

Mówi wprost o złudzeniach i optycznych niespodziankach. Czasem widzi Jadwigę podwójnie, innymi razy „jakby w jakimś śmiesznym skrócie, to znów niby w dalekiej perspektywie (G1 404). Przyczyn zakłóceń percepcji szuka w działaniu wypalanych cygar i spożywanych likierów. W swoim ciągu dedukcyjnym dochodzi do upatrywania przyczyn problemów postrzegania „rzeczywistości” w Meduzie. Jej widok rozpoczyna każde spotkanie z kochanką. „Meduza przyciąga wzrok, więzi wolę. Jej oko, co prawda nie zamienia bohatera w kamień, ale hipnotyzuje go, przenosząc w egzotyczny świat baśni, w fatamorgana.”[14]

Następuje traumatyczne przebudzenie. Szamota, chcąc posiąść całą kochankę, nie wytrzymał narzuconych przez nią ograniczeń, zdjął okrywający ją welon. Przy nagle włączonym świetle elektrycznym, dostrzegł, że obiektem jego erotycznej obsesji jest niekompletny korpus kobiety. Nogi, uda, wagina, brak brzucha, piersi, szyi, głowy, warkoczy.

Posiwiałem przez jedną noc. Znajomi nie poznają mnie na ulicy. Podobno leżałem przez tydzień bez pamięci i bredziłem w malignie. Dziś dopiero wyszedłem po raz pierwszy z domu. Chwieję się jak starzec i wspieram na lasce. Okropny koniec!… (G1 405).

Obnażenie, którego dokonał, zgodnie z normami przyjętymi przez niektóre cywilizację, może naśladować, lub być odpowiednikiem uśmiercenia.[15] W literaturze, chociażby w Rękopisie znalezionym w Saragossie, znajdujemy wiele przykładów kobiet, które wpierw kuszą swoją boską pięknością, następnie po zaspokojeniu rządzy przez mężczyznę, okazują się być trupami, ciałami w stanie rozkładu. Julian Krzyżanowski w studium zatytułowanym Dziewica-Trup przywołuje jedną z pierwszych wersji owego przedstawienia:

Pewien rycerz bardzo ukochał życie świeckie (seculum) i dokładał wszelkich starań, by podobać się światu, tak że miłość świata przeszkadzałam iść w ślady Boga.

Pewnego dnia przyszła doń pewna dziewica (sponsa) i rzekła mu: „Spójrz na mnie i oglądaj piękność moją.” Rycerz przyjrzał się jej i bardzo był rad z jej oglądania, i rzekł: „Pani, powiedz mi, kto jesteś.” Niewiasta odpowiedziała: „Jam jest życie świeckie, które tak miłujesz i które wydaje ci się piękne i słodkie.” I rzekła: „Oglądaj mię z tyłu.” Gdy spojrzał, ujrzał w niej pełno robactwa i poczuł zapach niby trupi. I rzekła rycerzowi: „Podobnie jak widziałeś mnie jako dziewczynę o pięknej twarzy a wstrętnym tyle, tak będzie ze światem, strasznym, cuchnącym i gorzkim, który nie pozwala ci iść ku Bogu.”

Zrozumiawszy to rycerz porzucił świat i wśród dobrych uczynków jął w pustelni iść w ślady boże spędzając dni swego żywota na służbie bożej.[16]


[1] M. Janion, dz. cyt., s. 175.
[2] Por. „Synowskie uczucie Poego przenosi się na twory idealne – Berenikę, Morellę, Ligeję i inne, na zamek o posępnych murach i przesyconą zgnilizną atmosferę Upadku domu Usherów, na konia z Metzengerstein – udręki spowodowane impotencją zostają zaś przetransponowane na utratę tchu.” w: Y. Belaval, dz. cyt., s. 104.
[3] K. Kłosińska, Fantazmaty: Grabiński – Prus – Zapolska, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2004, s. 15.
[4] Tamże, s. 15.
[5] Tamże, s. 16.
[6] Tamże, s. 36.
[7] Tamże, s. 51.
[8] Tamże, s. 26.
[9] Tamże, s. 28.
[10] Tamże, s. 29.
[11] Tamże, s. 30.
[12] Tamże, s. 18.
[13] Kika-Koja, dz. cyt. s. 37-38.
[14] K. Kłosińska, dz. cyt., s. 24.
[15] Kika-Koja, dz. cyt. s. 37.
[16] J. Krzyżanowski, Dziewica – trup. Z motywów makabrycznych w literaturze polskiej, w: J. Krzyżanowski, Paralele. Studia porównawcze z pogranicza literatury i folkloru, Warszawa 1961, s. 525.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

four + eleven =