3.1 Przymus powtarzania

[System doktora Smoły i profesora Pierza – Gebrowie (1922)]

Akcja opowiadania Poe pod tytułem System doktora Smoły i profesora Pierza rozgrywa się w „fantastycznym zamku, mocno już podupadłym”[1] na południu Francji. Jest to prywatny zakład dla obłąkanych, który znany jest z tego, że stosuje eksperymentalny system leczenia, polegający na „pobłażaniu”. Pewnego dnia w szpitalu zjawia się w odwiedziny lekarz z Paryża. Nieświadomy tego, że strażnicy i cały personel, już od miesiąca uwięziony jest w piwnicach zamku, prowadzi rozmowy, jak mu się wydaje, z kolegami po fachu.

Dla Richarda Wilbura tekst jest charakterystyczny z powodu symboliki kompozycji. Uważa on, że dom szaleńców to odpowiednik ludzkiego umysłu. Przetrzymywani w nim obłąkani to jego część irracjonalna, zaś strażnicy, lekarze i personel to aspekt racjonalny. Interpretacja obejmuje również dalszą część fabuły. Wydarzenia rozgrywające się na planie opowiadania, poeta i krytyk amerykański porównuje do stanu umysłu człowieka zapadającego w sen. Kiedy dochodzi do powstania pensjonariuszy i uwięzienia strażników, Wilbur twierdzi, że właśnie w tym momencie rozpoczyna się jego pierwsza faza. Bankiet, podczas którego pacjenci opowiadają o swoich schorzeniach Wilbur odbiera, jako przedstawienie uwolnionych zwierzęcych rządz – jak czasami dzieje się w snach. Gdy strażnicy wydostają się z cel, włamują się do jadalni przez okna, przynoszą rozsądek i światło dnia. Dziki sen się kończy.[2]

Satyra Poe rozpatrywana w ramach walki świadomości z podświadomością łączy się z mechanizmami obronnymi osobowości. Jako jedną z podstaw teorii lęku przed wpływem Bloom opisuje walkę ego z id. Gdy mówi o kenosis, przywołuje fragment tekstu Freuda z pracy Analiza skończona i nieskończona. Bloom sugeruje, by przeczytać poniższy urywek zastępując ego terminem efeb, zaś id odpowiednio imieniem prekursora.

Ale od samego siebie nie można uciec, żadna ucieczka nie ratuje przed niebezpieczeństwem wewnętrznym i dlatego mechanizmy obronne ego [efeba]  skazane są na fałszowanie wewnętrznego postrzegania i na to, aby umożliwić nam tylko niedostateczną i zniekształconą znajomość naszego id [prekursora]. Wówczas ego [efeb] w swych odniesieniach do id [prekursora] sparaliżowane jest przez swe ograniczenia lub oślepione przez swoje błędy, toteż wynik w zachodzących procesach psychicznych musi być podobny do wędrówki kulawego po nieznanej mu okolicy.[3]

Wracając do strategii romansu rodzinnego neurotyków, wiemy że w sytuacji odpowiadającej relacji kenosis, syn znużony rywalizacją z ojcem udaje uległość, pozornie utożsamiając się z rodzicem. Poprzez przyjęcie prawie doskonałej mimesis syn dokonuje złośliwej parodii ojca. Dzięki temu „kompromituje sam wzorzec, a tym samym odbiera mu jego prawo do bycia wzorcem” (LW 219).

Czas na kenosis w twórczości Grabińskiego nadszedł wraz z powstaniem nowel ze zbioru Księga ognia wydanego w roku 1922. Tekst, który posłuży nam do rozpatrzenia zasadności trzeciego rewizyjnego ratio to Gebrowie. Tytuł pochodzi od grupy czcicieli ognia, które nosiło nazwę „Bractwa Gebrów”. Akcja opowiadania, podobnie jak tekstu Poe, również osadzona jest w zakładzie dla opętanych. Zauważywszy pierwsze podobieństwo poszukajmy dalszych.

Celem, dla którego lekarz z Paryża zjeżdża do ośrodka jest specyficzna metoda leczenia. Oto jego słowa:

Opowiadano mi w Paryżu, że zakład Monsieur Maillarda był prowadzony wedle systemu polegającego na „pobłażaniu”, że unikano wszelkich kar, że zazwyczaj nie stosowano nawet odosobnienia, że chorym, acz skrycie nadzorowanym, pozostawiono pozornie zupełną swobodę i że większości z nich wolno było chodzić po domu i jego otoczeniu w zwykłej odzieży ludzi zdrowych na umyśle (P1 448).

Mówiąc ogólnie, mógłbym wyrazić się o tym systemie, iż polega on na wyrozumiałości dla chorych posuniętej do pozostawienia im zupełnej swobody. Nie sprzeciwialiśmy się urojeniom, którym podlega umysł wariata. Nie tylko im pobłażaliśmy, ale nawet dodawaliśmy im jeszcze bodźca i właśnie w ten sposób udawało się nam osiągnąć najzupełniejsze uzdrowienia. Nie ma argumentu, który by tak dosadnie przemawiał do niedołężnego rozumowania szaleńca, jak reducito ad absurdum. Miewaliśmy, na przykład, chorych, którym ubrdało się, że są kurczętami. Leczenie polegało na tym, iż to ich urojenie przyjmowało się za pewnik, iż wytykało się choremu jego głupotę, że nie zdaje sobie sprawy z tego pewnika w dostatecznej mierze – i na tej podstawie odmawiało mu się przez jaki tydzień wszelkiego innego pożywienia, prócz tego, jakie zazwyczaj dostają kurczęta (P1 449-450).

W odpowiedzi przytoczę fragment z opowiadania Grabińskiego:

[…] dr Ludzimirski stosował w leczeniu oryginalną metodę, polegającą na tym, by nie tylko w niczym nie sprzeciwiać się swym pacjentom, lecz owszem podtrzymywać względnie „pielęgnować” z całym pietyzmem „egzotyczne kwiaty wyrosłe z podłoża chorych mózgów”. Chodziło o to, by mania rozwinęła się o ostatecznych możliwości i przeszedłszy wszystkie możliwe stadia i ewentualności, wyczerpała się i zginęła na uwiąd: wtedy wedle poglądu lekarza miało nastąpić uzdrowienie. Zresztą nawet w wypadkach nieuleczalnych taka „hodowla obłędu” mogła, zdaniem jego, przynieść olbrzymią korzyść, jeśli nie dla danego pacjenta, to przynajmniej dla nauki, wzbogacając nadzwyczajnie psychologię chorób umysłowych (G1 336-337)

Oba zakłady charakteryzują się podobieństwem podejścia do chorych. Grabiński w swym zapatrzeniu w wyobraźnię Poe oraz przymusem moralizatorskim niepoprzestaje na tym. Rozpoczyna od mimesis, by następnie przyznać się do porażki. Fakt, że autor Gebrów ponosi klęskę ośmiesza ojca. Celowo dokonuje wpierw powtórzenia, by „odczynić”, oczyścić pole dla swych twórczych poczynań. „Powtarzając, unieważnia, a tym samym unicestwia” (LW 219).

Bloom mówi, że:

Bogiem poetów nie jest bowiem Apollo, który żyje w rytmie powrotów, lecz łysy gnom Błąd, który mieszka na dnie jaskini, skąd wymyka się w nieregularnych odstępach czasu, by w nowiu żerować na potężnych zmarłych (LW 120).

Efeb popełnia błąd, kulejąc kreśli swoją fantazję, „poszukuje naprawdę antytetycznie i płodzi samego siebie” (LW 120). Pragnieniem syna jest spełnienie postulatu: „gdzie jest wiersz prekursora, tam niech będzie mój wiersz” (LW 121). Każdy silny poeta pragnie wchłonąć swojego protoplastę. Proces ten następuje, lecz nie zostaje on zasymilowany z superego, tylko z id (LW 122). Podobnie, gdy dochodzi do „izolacji|”, która rozdziela to, co powinno być złączone. Zachowuje traumatyczne obrazy, lecz pozbawia je towarzyszących im emocji (LW 130).

Dla Freuda powtórzenie to przede wszystkim rodzaj przymusu, który za sprawą inercji, regresji i entropii redukowany jest do popędu śmierci (LW 122). Ta może być zwyciężona tylko w jeden sposób, poprzez znalezienie swojej własnej, niepowtarzalnej trajektorii umierania. (LW 223).

Po zakotwiczeniu akcji, Grabiński pogrzebany w powtórzeniu, poddaje się sugestii boga poezji – Błędu – i wyrusza na żer.

Początkowo lekarz zdawał sobie dokładnie sprawę z przepaści dzielącej ten zabłąkany świat od sfery zdrowej, normalnej, chwytał w lot właściwie dystanse i dostrzegał z miejsca krzywizny i zboczenia. Powoli jednak różnice te poczęły się dlań zacierać i przestały razić; owszem, po kilku latach oswoił się z szaleńczą dziedziną, że stała mu się niejako drugą rzeczywistością, i to znacznie głębszą i godniejszą uwagi niż ta, w której obracali się ludzie poza jego zakładem (G1 337).[4]

Możemy zauważyć, że porządek skonstruowany przez Poe, podział na zdrowych i opętanych, lub jak chce Wilbur, świadomość i podświadomość zostaje zachwiany. Dla doktora Ludzimirskiego, szefa zakładu, rzeczywistość przestaje być oczywista. Zacierają się granice pomiędzy rozsądkiem a obłędem. Poza tym, ta druga strona, świat w którym żyją jego podopieczni, wydaje się być nieporównanie ciekawszy.


[1] Był to fantastyczny zamek, mocno już podupadły, który pod wpływem czasu i zaniedbania nie nadawał się już niemal do mieszkania dla ludzi. Na widok jego przeniknęła mnie jakaś niewysłowiona groza i zatrzymawszy konia, namyślałem się już, czy nie zawrócić (P1 447).
[2] R. P. Benton, „The System of Dr. Tarr and Prof. Fether,” Poe Newsletter, vol. I, No. 1, April 1968, pp. 7-9, w: www.eapoe.org/pstudies/ps1960/p1968105.htm (26.10.2006).
[3] Z. Freud, Poza zasadą przyjemności, przeł. J. Prokopiuk, PWN, Warszawa 1994, s. 175-176.
[4] Por. […] przyjdzie czas, że nauczy się pan sądzić o tym, co dzieje się na świecie, wedle własnego zdania, a nie dowierzać gadaninom cudzym. Niech pan nie ufa temu, co pan słyszy, a tylko w połowie polega na tym, co pan widzi (P1 450-451). Por. A. Lipszyc, dz. cyt., s. 182.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

three + 9 =