2.2 Tekst w sarkofagu

[Rękopis znaleziony w butelce – Ultima Thule (1919)]

Sprawdźmy czy opowiadania z kolejnego okresu twórczości Grabińskiego, które zostały zebrane w tomie nowel pt. Demon ruchu, wydanym w 1919 roku, spełniają warunki drugiego rewizyjnego ratio tessera. Bloom, streszczając zasady działania mechanizmu dopełnienia i antytezy, mówi o wtórnym wykorzystaniu terminów, używanych przez antenata w wierszach efeba. Nie zawęża on znaczenia zastosowanego pojęcia „termin”. Dodaje, że używa słowa „antytetyczny” w sensie retorycznym. Rozumie je jako zestawienie przeciwieństw w wyważonych lub równoległych strukturach, frazach czy słowach (LW 108).

Figurą, która pojawia się często w nowelach umieszczonych w zbiorze Demon Ruchu jest kategoria estetyczna wzniosłości. Łączy w sobie trwogę i piękno. Edmund Burke definiuje ją za pomocą takich przedstawień jak: ciemność (obscurity – w tłumaczeniu – tajemniczość) moc, prywacje (privation – w tłum. – brak) ogrom, nieskończoność, trudność, wspaniałość (magnificence – w tłum. – przepych) intensywne światło, hałas, nagłość, zwierzęce ryki, gorycz i odór. Podkreśla, że zetknięcie z wzniosłością jest spotkaniem ze śmiercią jednostki, wlicza również towarzyszący konaniu ból. Wzniosłość grozi jednostce unicestwieniem i towarzyszy samotności. Burke stawia warunek: aby doznać wzniosłości, konieczne jest zajmowanie pozycji bezpiecznej wobec ogarniających albo wstrząsających właściwości przedmiotów.[1]

Wprowadzona do utworów obu pisarzy pełni w każdym z nich odmienne funkcje. By odkryć jakie, wpierw przypatrzmy się wielokrotnie nagradzanemu utworowi Wirgińczyka Rękopis znaleziony w butelce. Pierwszoosobowy narrator, człowiek młody, o niepoślednim wykształceniu, na skutek sztormu staje się więźniem „statku widmo”. Najpierw bada pokład, ukrywając się przed zmęczoną wiekiem załogą, przypadkiem stwierdza, iż nie zwracają na niego żadnej uwagi. Za pomocą wykradzionych sprzętów zaczyna spisywać historię niezwykłej podróży. Oto jedno z „wejść” opisujących grozę sytuacji w jakiej się znalazł:

Podniósłszy oczy, ujrzałem zjawę co ścięła krew w mych żyłach. Na przerażającej wysokości, wprost nad nami i tuż na samym skraju przepaścistego stoku, kołysał się gigantyczny korab około czterech tysięcy ton pojemności. Acz zawisł na szczycie fali stokroć od niej wyższej, mimo to zdał się większym od największego okrętu liniowego lub wschodnio-indyjskiego żaglowca. Ogromny jego kadłub powlekał nalot głębokiej czerni. Z otwartych strzelnic wyzierał pojedynczy rząd spiżowych dział, odbijających w swej lśniącej powierzchni blask nieprzeliczonych latarń bojowych, co kołysały się z wichrem na masztach. Największą wszakże grozą i podziwem przejęło nas to, iż pod parciem rozwiniętych żagli niejako rzucał się w paszczę tego nadprzyrodzonego morza i nieokiełznanego huraganu. Gdy się nam ukazał, widzieliśmy zrazu tylko przód jego, wydźwigający się powoli z ciemni straszliwego kipiątku, który go otaczał. Przez jedno mgnienie niewysłowionego przerażenia stał na zawrotnej wyżynie, jak gdyby w zadumie nad własną wzniosłością, po czym drgnął, zachwiał się i runął w głąb (P1 43).

Zabieg wprowadzono po to, by uwiarygodnić przedstawione przeżycia bohatera, w oczach czytelnika. Narrator podpowiada, że „od czasu do czasu” uzupełnia dziennik. Ma świadomość, że może nie znaleźć sposobności, by przekazać go światu osobiście. Zamierza włożyć rękopis w ostatniej chwili do butelki i rzucić ją w morze (P1 45).

Wicher wciąż jeszcze dmie od tyłu, zaś korab nasz, okryty bezlikiem żagli, chwilami wprost wzlatuje ponad toń morską. O, grozo nieogarniona! lody rozstępują się w prawo i w lewo i jakiś zawrotny wir porywa nas w swe niezmierzone, współśrodkowe kręgi, taczając w zakolu olbrzymiego amfiteatru, którego ściany zmierzchają u szczytu w ciemności i oddali. Czas mych rozmyślań nad własną dolą już policzony! Kręgi zwężają się nagle – staczamy się obłędnie w gardziel wiru – śród wycia burzy i ogromnych rozhuków oceanu korab nasz wzdryga się – o, Boże! – i zapada w bezdno! (P1 49)

Poprzez zastosowanie formy dziennika, nadawca stwarza iluzję obecności przedmiotu doświadczenia wzniosłości. Uruchamia to skomplikowany mechanizm identyfikacji i zarażania emocją. Przekonuje odbiorcę, że podmiot, który wywołuje w nim emocje, istnieje naprawdę, i że narzuca mu się z siłą nieodpartą.[2]

Poe w swoich opowiadaniach, których akcja rozgrywa się na morzu (Rękopis znaleziony w butelce, W bezdeni Maelströmu, Opowieść Artura Gordona Pyma z Nantucket) stosuje zabiegi formalne, które ułatwiają współodczuwanie. Wtedy to stawiamy siebie na miejscu innego człowieka, dzięki czemu możemy odczuwać tak samo jak on. Możemy brać udział w wydarzeniach, których natura dotyka spraw niebezpiecznych, gdzie przeżywamy działanie naszego instynktu samozachowawczego, lub opiera się na zasadzie przykrości, co również może być źródłem wzniosłości. [3]

Opowiadanie Rękopis znaleziony w butelce, stylem przypomina bardziej reportaż literacki niż utwór beletrystyczny. Analizuje przygodę bohatera wywołaną potężnym zjawiskiem przyrody (FL 251-252). Podobnie w W bezdeni Maelströmu możemy poprzez opowieść starego rybaka doświadczyć widoku wnętrza wiru. Zaś Opowieść Artura Gordona Pyma z Nantucket przyjmuje formę kolejnego dziennika podróży, gdzie zaznaczono, iż historia znana jest szeroko w towarzystwie. Dzięki temu, że wszędzie wzbudza sensację, materiał został wydrukowany we fragmentach w piśmie „Messenger”. Opatrzona jest wstępem i uwagami końcowymi wydawcy.

Grabiński również odkrywa w swoich opowiadaniach tajemnice. W utworze Ultima Thule, główny bohater, Kazimierz Joszta, żyje na pograniczu dwóch światów (G1 213). Motyw Ultima Thule to jeden z dominujących motywów fantastyki Grabińskiego. Tutaj opowiada o zagubionej w groźnej, posępnej pustce łańcucha gór stacji kolejowej – Szczytniska. Podobna latarni morskiej, dźwigającej się ponad „rozchyle wód”, na przejściu od bezkształtu Ducha do stężałych form ciała”. To ulubiona symbolika pisarza dotycząca: „tajemniczych krańców”, „mistycznego pogranicza dwóch światów”, „zawieszenia między życiem a śmiercią”. Według Hutnikiewicza, Grabińskiego można utożsamić z Kazimierzem Josztą. Jak ów: „tajemniczy latarnik z Rozewia był w całej swej twórczości strażnikiem życia i śmierci, powiernikiem tajemnic z tej i tamtej strony grobu, niestrudzonym odgadywaczem zaświatów, wychylonym czujnie w roztocz wód tajemniczego mare tenebrarum, wsłuchanym w idące z niedosięgłych dali zagadkowe sygnały” (AH 128). Tak Grabiński wyobrażał sobie stację, granicę pomiędzy światem żywych i mieszkaniem cieni:

Okolica Szczytnisk była dziwnie piękna. Chociaż oddalona od mojego posterunku ledwo o trzy kwadranse drogi pociągiem osobowym, zdradzała zasadniczo odrębny i swój charakter, jakiego nie spotykało się nigdzie w tych stronach.

Malutki budynek stacyjny, przytulony do potężnej, granitowej ściany spadającej prostopadle w dół, przypominał jaskółcze gniazdo, przypięte do wnęki skalnej. Wokoło spiętrzone na 2000 m szczyty grążyły w półmroku przestrzeń, stację i magazyny. Posępny smutek zwiany z czół olbrzymów owiał nieuchwytnym całunem kolejową przystań. W górze kłębiły się wieczne mgły i staczały w dół turbanami mokrych oparów. Na poziomie 1000 m, mniej więcej w połowie swej wysokości, tworzyła ściana gzems w kształcie olbrzymiej platformy, której wyżłobienie niby czarę wypełniało po brzegi modrosrebrzyste jezioro. Parę zaskórnych strumieni, zbratawszy się potajemnie w trzewiach góry, biło z jej boku tęczowym łukiem siklawy.

Po lewej usłoń skały w zarzuconym na ramiona wiecznie zielonym płaszczu jodeł i limb, po prawej dzikie urwisko z kosodrzewiną, naprzeciw, niby słup kresowy, nieugięta grań wirchu. Nad nią przestrzeń nieba chmurna lub pod brzask zrumieniona zorzą porannego słońca – poza nią… świat inny, obcy, nieznany. Dzika, zamknięta ustroń, groźną poezją szczytów owiana rubież…

Stację łączył z resztą przestrzeni długi, w skale wykuty tunel; gdyby nie on, izolacja zakątka byłaby zupełną (G1 209).

Utwory Grabińskiego przeczuwają istnienie jakiejś tajemnej, odizolowanej, ale realnej rzeczywistości metafizycznej. Żarliwa chęć jej objawienia to przewodni motyw pisarza. Stara się on wysiłkiem imaginacji przerzucić mistyczne mosty, sprzęgające ponad niezgłębioną przepaścią oba odległe brzegi (AH 128).

Bohater Rękopisu znalezionego w butelce przekazuje świadectwo widoków towarzyszących mu w ostatniej chwili życia. Jego żywot kończy się wraz z apostrofą do Boga i słowami opisu kierunku spadania.

Utwory Grabińskiego w swojej strukturze wydają się być wielowarstwowe. W krótkiej formie nagromadzono wiele zdarzeń. Może nie na poziomie tradycyjnie rozumianej akcji. Opowiadanie Romana, naczelnika stacji w Krępaczu dzieje się dokładnie na przeplocie świata realnego z światem duchów, mar, nieskończoności drugiej strony. Sam Joszt ochrzczony jest przez społeczność góralską ludowym mianem widuna – co wykłada się w słowach: ten, który widzi nadchodzącą śmierć. Nawet własną.

Dowodem na zainteresowanie tematyką eschatologiczną jest sytuacja, kiedy to Joszt zwraca się z pytaniem do swojego przyjaciela: „czy wierzysz w życie po śmierci?” Ważny jest opis wyglądu pytającego: „Był piękny w tej chwili. Natchnione spojrzenie zamyślonych oczu, oczu poety i mistyka, skupiło w sobie tyle ognia, że nie mogłem znieść ich promiennej mocy i pochyliłem ze czcią głowę” (G1 214). Przekroczenie bariery poznania było celem Joszty. On, który żył na granicy światów, czuł się „powiernikiem tajemnic z tej i z tamtej strony grobu”.

W noc śmierci naczelnika stacji w Szczytniskach, w Krępaczu odebrano sygnał. Przyjaciel Joszty, Roman badał uważnie każdy milimetr taśmy wychodzącej z telegrafu.

„ …Chaos… mroczno… bezład snu… daleko… szary… świt… och!… jak ciężko!… jak ciężko… wyzwolić się… wstręt! wstręt!… szara masa… gęsta… cuchnąca… nareszcie… oderwałem się… Jestem…” (G1 217).

„…Jestem! Jestem! Jestem!” On… mój kształt leży tam… na sofie… zimny, brr… rozpada się powoli… od wnętrza… Obojętny mi już… Przychodzą jakieś fale… duże, jasne fale… wir! Czujesz ten ogromny wir!… Nie! Ty go czuć nie możesz… I wszystko przede mną obecne… wszystko teraz… Cudowny odmęt!… Porywa mnie!… z sobą!… porwał!… Idę już, idę… Żegnaj… Rom…” (G1 218).

W późnych godzinach nocnych Romana znalazł asystent obejmujący zmianę, naczelnik leżał na ziemi z ręką owiniętą szarfami papieru. Został wybrany przez Josztę na pośrednika, który miał zdać sprawę ludziom z istnienia innego świata. Zostawił mu wiadomość z opisem swojej misji w liście, który był mu przekazany wraz z zastrzeżeniem, że może być otwarty dopiero po śmierci Joszty.

Wróćmy jeszcze szybko do początku opowiadania. Tam gdzie Poe podejmuje wysiłki uwierzytelnienia treści relacjonowanych w swoich utworach, Grabiński czyni coś wręcz przeciwnego. Choć obaj stosują formę listu z zaświatów, podobnie jak rękopis znaleziony w butelce (przetrwalniku, sarkofagu). To sam narrator charakteryzuje opisywane przez siebie zdarzenie, jako sen. Historia wydarzyła się przed dziesięciu laty. „Dziś wygląda jak wizja lub szalone marzenie; a jednak wiem, że wszystko do najdrobniejszych szczegółów naprawdę było tak jak pamiętam… obraz dziwnej chwili wyrzeźbił mi się w duszy głęboko na zawsze” (G1 208).

Przedstawione fakty nie są zakotwiczone w mediach, czy świadectwach takich jak dziennik podróży lub zjawiska przyrody. Czytelnik może jedynie zawierzyć relacji świadka.

Motywu Ultima Thule Poe użył jeszcze w opowiadaniu Studnia i wahadło[4] oraz wierszu Kraina Snu. W pierwszym wypadku obrazuje sytuację więźnia, który stoi na skraju śmierci: „Siepacze Inkwizycji dowiedzieli się, iż nie uszło mej baczności istnienie studni. Tej studni, przeznaczonej dla takich jak ja zuchwałych odszczepieńców, stanowiącej wyobrażenie piekła i uważanej powszechnie z Ultima Thule wszelkiej katuszy” (P1 331). W drugiej daje on asumpt do poetyckiego opisu krainy umarłych.[5]

Poe w głównej mierze koncentrował się na stworzeniu atmosfery wiarygodnej dla odbioru opowiadania, Grabiński zaś posuwa się dalej niż jego prekursor, w sferze komunikacji pomiędzy światami. U pierwszego, choć akcja rozgrywa się na statku, na którym żeglują ponadnaturalne istoty (brak kontaktu po między nimi a narratorem), pasażer obdarzony jest instynktem badacza podróżnika, który potrafi sprzedać sprawozdanie nawet z podróży ku własnej zagładzie. W dodatku zachowuje racjonalne reakcje. Autor Demona ruchu zapowiada relację z czasów dawnych, ale podkreśla moc wydarzenia, które wyrzeźbiło swój obraz głęboko w duszy bohatera. Wraz z atmosferą snu wprowadza postać posłańca, mistyka. Przekracza próg, przez który nie zdecydował się przejść Poe. Do przekazania wiadomości ze sfery życia pośmiertnego używa telegrafu. Dzięki temu naczelnik stacji w Krępaczu może po przebudzeniu potwierdzić zajście nocne odczytaniem taśm owiniętych wokół ręki.

Pozostaje nierozwiązana sprawa kategorii wzniosłości, na której obaj pisarze budują nastrój opowiadania. U protoplasty wabi dynamika wydarzeń. Topiel w której nurza się korab, potem wir w który zstępuje. Efeb zamienił ją na statykę obrazu. By osiągnąć efekt i dosięgnąć skraju świata, stawia na powolne wyciszenie. Parowozy przejeżdżające rzadko, mgły zstępujące z gór, lustrzana tafla jeziora. Wysokość niezmienna i głębia ta sama.


 

[1] J. Płuciennik, Brytyjska XVIII-wieczna refleksja estetyczna: Edmund Burke, w: J. Płuciennik, Retoryka wzniosłości w dziele literackim, Universitas, Kraków 2000, s. 83-84.
[2] J. Płuciennik, Elementy retoryki wzniosłości II – Mimesis emocji w: J. Płuciennik, dz. cyt., s. 87.
[3] J. Płuciennik, Brytyjska XVIII-wieczna refleksja estetyczna: Edmund Burke, w: J. Płuciennik, dz. cyt., s. 86.
[4] Por. K. Ljungquist, Burke’s ‘Enquiry’ and the Aesthetics of ‚The Pit and the Pendulum’,” from Poe Studies, vol. XI, no. 2, December 1978, pp. 26-29, w: www.eapoe.org/pstudies/ps1970/p1978202.htm (26.10.2006).
[5] „Tam doliny są bezdenne/Tam urwiska są kamienne/Tam są głazy fantastyczne/Letargiczne – magnetyczne/I otchłanie – i pieczary/I olbrzymich lądów jary/Niepojętych kształtów mary/Wiekuistych mgieł opary./ Niebotyczne dzikie góry/I bezbrzeżnych mórz lazury/Mórz, co dyszą bez wytchnienia/Pod błękitem z krwi płomienia./I jeziora nieskończone/W martwą wodę skrysztalone/W martwą wodę lodowatą/Śnieżnych lilij strojne szatą.” w: E. A. Poe, Poezje wybrane, PIW, Warszawa 1960, s. 23.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 × 3 =