4.4 W poszukiwaniu Innego-języka

Lacan postuluje, by w samym fantazmacie dostrzec „formację obronną”. Tak jak Freud na początku XX wieku, odkrywając fantazje kazirodcze i mordercze, uznał je za „podstawową strukturę fantazmatyczną tkwiącą u podstaw ludzkiej tożsamości” uwiarygodnił swoje odkrycie przykładami z świata fikcji literackiej i mitu, tak Lacan postanawia przejść poziom wyżej. Uznaje fantazmat za obronę, przesłaniającą człowiekowi prawdę jeszcze trudniejszą do zrozumienia, „prawdę o Innym jako Braku”.[1]

Žižek pokazuje koncepcję Innego-języka na podstawie pojęcia Boga starotestamentowego. Z tego pojęcia wyeliminowane zostały „niemalże zupełnie” wszystkie elementy wyobrażeniowe (przyczynił się do tego również zakaz sporządzania podobizn Jahwe). W tym sensie doświadczenie religijne Innego-Boga jest „szczególnie bliskie doświadczeniu Innego-języka przez podmiot: jako braku i permanentnej zewnętrzności zarazem.”[2] Inne u Lacana zostało zdesubiektywizowane i określone jako „miejsce kodu mowy, skarb znaczących”. Tam znaczące układają się stosownie do prawa metonimii i metafory. Streszczając, Inny jest „obszarem właściwym mówieniu”.

Tak też, jeżeli idzie o miejsce spotkania literaturoznawstwa z psychoanalizą, Jean Bellemin-Noel podkreśla ważną rolę znajomości retoryki w obu dziedzinach nauki. Jak w interpretacji snu, marzenia psychoanalityk posługuje się własną hermeneutyką, tak literaturoznawca we właściwy mu sposób rozpoznaje w nim strukturę, użyte symbole, tropy stylistyczne, słownictwo. Bellemin-Noel twierdzi, że dzięki znajomości retoryki istnieje możliwość spotkania na wspólnej płaszczyźnie. Obaj traktują marzenie, sen, wiersz jako tekst, mogą zyskać do niego krytyczny dostęp „jedynie dzięki uprzedniej wiedzy na temat pojawiających się w nim figur retorycznych.”[3] Dlatego u Bellemin-Noel’a retoryka – nauka o wypowiedziach, przeradza się w retorykę odnowioną i uogólnioną, dzisiejszą poetykę, kontynuującą poszukiwania Paula Valery’ego. [4]

Kiedy dziś za Bloomem przyjmujemy, że „poezja jest nieporozumieniem, błędną interpretacją, fałszywym sojuszem”(LW 135) i zastanawiamy się, na jakich prawach działa teza cytowana za Emmersonem, która mówi o tym, że: „w każdym genialnym dziele rozpoznajemy myśli, które niegdyś odrzuciliśmy; teraz wracają do nas w majestacie swej obcości”[5] uspokojenie naszych niepewności możemy znaleźć w lingwistycznej lekcji freudyzmu Lacana. Yvon Belaval przedstawia nam ją w niniejszym fragmencie:

Słowo nie jest już „przedstawieniem słownym”, obrazem; nie jest już możliwym do wyodrębnienia znakiem odsyłającym poza siebie do stłumionego, ukrytego wspomnienia, tak jak anatomiczny termin odsyła do jakiegoś narządu ukrytego w organizmie. Słowo odsyła do innych słów, które z kolei odsyłają do jeszcze innych: one to składają się na świadomość. I słowo kieruje się do kogoś, kto – choć nawet milczący lub nieobecny – uczestniczy jednak w dialogu. Odtąd to nieświadome, o którym mówi psychoanalityk, nie znajduje się już na zewnątrz języka, nic nie istnieje za słowami; jest ono ich odwrotnością albo ich osłania, co znaczy, że jest wypowiedzią Drugiego lub tym, czego brak mojej wypowiedzi. Wszakże skoro jest odwrotnością lub negatywem, wówczas: „Nieświadome jest ustrukturyzowane tak jak język potwierdza metody lingwistyki”. Analiza lingwistyczna i psychoanaliza wspierają się wzajemnie.[6]


[1] P. Dybel, Hieroglify innego…, s. 32.
[2] Tamże, s. 25.
[3] P. Dybel, Wstęp, w: Psychoanaliza i literatura, red. P. Dybel i M. Głowiński, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 18.
[4] J. Bellemin-Noel, Jak „psychoanalizować” sen Swana, w: Psychoanaliza i literatura, red. P. Dybel i M. Głowiński, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 209.
[5] Bloom cytuje za Emersonem (LW 135).
[6] Y. Belaval, dz. cyt., s. 111.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

17 − ten =