6.4 Wenecja E. A. Poe

[Spotkanie]

Akcja utworu Poe Spotkanie (The Assignation) rozgrywa się w Wenecji. Narrator późnym wieczorem wraca do domu gondolą przez Grand Canal. Kiedy znajduje się u wejścia do kanału św. Marka, a przed Mostem Westchnień słyszy kobiecy krzyk. Przerażonemu gondolierowi wiosło wypada z rąk, w oknach Pałacu Dożów pokazują się dziesiątki lamp. Powodem podniesionego alarmu jest niemowlak, który wymknął się z opiekuńczych rąk matki i wpadł w ciemne wody kanału.

Zanim pojawił się ratunek, Poe zdążył porównać piękność matki do bogini Afrodyty, wspomniał o Mentonim, starym mężu-spiskowcu kobiety, zaś rozmiarowi jej nieszczęścia nadał rangę historii mitycznej Niobe. W tym czasie, z niszy w budynku nowego więzienia znajdującej się na wprost okna pokoju Marchesy, do kanału wskakuje w pełnym ubraniu tajemnicza postać. Wyławia dziecko i oddaje matce. Mentoni wyrywa je z rąk żony.

Teraz Poe poświęca akapit na zadanie pytań o powód rumieńca, który pojawił się na policzkach kobiety. W końcu ona sama zwraca się szeptem do bohatera, którego imię znane jest na wielu europejskich dworach, następującymi słowy: „Zwyciężyłeś – godzinę po wschodzie słońca – spotkamy się – niech tak będzie!”[1]

Po opisanym wypadku, narrator oferuje swoją gondolę nieznajomemu bohaterowi. Podczas podróży opisuje jego regularne rysy twarzy, szczupłą sylwetkę, kryjącą siłę Herkulesa, całą postać podsumowuje odniesieniem do Marka Aureliusza. Gdy dopływają do celu podróży, stale ociekający wodą nieznajomy prosi narratora o wizytę wczesnym rankiem, następnego dnia.

O umówionym czasie, znalazł się w niezmiernie bogato urządzonym pałacu. Od wejścia pijany zlewającymi się w powietrzu zapachami perfum, muzyką, przepychem urządzenia gabinetu, znajduje gospodarza domu, któremu również udziela się atmosfera pomieszczenia. Ten wita narratora w bardzo poufały sposób i zaczyna rozmowę na temat przyjemności poniesienia śmierci z uśmiechem na ustach. Podaje przykład ściętego Tomasza Moora, wspomina dzieło Absurdalności autorstwa Johanna Revisiusa, francuskiego humanisty żyjącego w XV wieku. Zastanawia się, dlaczego jedynym ołtarzem pozostałym po państwie starożytnej Sparty jest mianowicie ten, poświęcony bóstwu śmiechu.

Obnosi się z artystycznym rozpasaniem, które panuje w pokojach. Opierając się na ramieniu narratora, snują się wokół ścian galerii, podziwiając dzieła m.in. Cimabue, włoskiego malarza z drugiej połowy XIII wieku, Guido Reni, wczesnobarokowy malarza, również Włocha, produkującego głównie motywy religijne. Ostatnim, do którego docierają wspólnie, jest portret Marchesy.

Wróciwszy na otomany, gospodarz, niby zapominając o wczesnej porze, nalega by skosztować kilku kieliszków wina. Arystokrata zwierza się ze swych pasji. Wyznaje, że marzenie stało się sensem jego życia. Zgromadził swoje sny tu, w Wenecji, gdzie w pokoju na złotych dywanach znaleźć można obok siebie skarby Ionii oraz egipskie sfinksy, dzieła sztuki arabskiej. Efekt iście absurdalny. Ubolewa nad tym, że ograniczenia miejsca i czasu nie pozwalają ludziom na właściwą kontemplację sztuki. Znudził się już kolekcjonowaniem, teraz każdy przedmiot, znajdujący się w pokoju, czy to dziwny, czy piękny, kształtuje jego duszę i przygotowuje go do wejścia w krainę prawdziwych snów, dokąd pośpiesznie się udaje.[2]

Po schodach, z krzykiem na ustach, wbiega nagle kilku służących Mentoni’ego. Zdyszani, oznajmiają śmierć Marchesy. W tym samym momencie spostrzegają, że gospodarz również został otruty.


[1] E. A. Poe, Collected works…, dz. cyt., s. 296.
[2] E. A. Poe, Collected works…, dz. cyt., s. 302.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

four × one =